
Rok 2010 dobiegł końca. Wiele się działo i na świecie, i w Polsce, i w środowisku muzycznym. Jakoś tak sceptycznie podchodziłem do tego początku nowej dekady, nie spodziewałem się niczego uderzającego, pamiętając raczej taki-sobie rok 2009. Siedziałem głównie w dalekich latach ’60, ’70 i nie miałem ochoty na „nowoczesność”. Leniwie sprawdzając z rzadka nowe wydawnictwa, moje nieentuzjastyczne nastawienie nie zmieniało się, aż nastał listopad i zbliżająca się wizja podsumowania 2010. W tym okresie intensywnie przekopuje się przez wszystkie wydawnictwa bieżącego roku. I w ciągu kilkunastu, kilkudziesięciu dni nawet sporo dobrych płyt się uzbierało, a w międzyczasie kilka starych podeszło mi bardziej. Czytaj dalej »

Taki jakiś nudny był ten rok pod względem muzycznym. Nie, żeby nie było niespodzianek, były, tylko większość in minus. Przede wszystkim Dillingery i Soulfly, bo na nich liczyłem najbardziej, ale też moim oczekiwaniom (bo pewnie też liczyłem na zbyt wiele) nie sprostali chociażby High on Fire (dupy nie urwało), Rosetta (szybko się znudziło) czy Gorillaz (jakieś takie dziwne). Dobre płyty, ale liczyłem, że zawojują ten rok. Brakowało mi jeszcze przybysza znikąd, tzw. czarnego konia rozgrywek, takiego Urugwaju ostatnich mistrzostw, który przebojem zawładnąłby moją playlistą. Najbliżej był tego Gonjasufi, ale nie wytrzymał na finiszu i później słuchałem go już raczej rzadko. Dość marudzenia, teraz będą spusty, bo oto najlepsza dycha ubiegłego roku.
Czytaj dalej »

Moją prywatną „dychę” sponsoruje kilka słów-kluczy. Tworząc z nich chmurkę (taką jak „tag clouds” na last.fm) największą czcionkę posiadałyby dwa wyrazy: „Polska” i „metal”. Nigdy te słowa nie idą ze sobą w parze, zawsze występują osobno. Razem, a jednak osobno – taki hit hulał po stacjach radiowych pokroju Eremef Ef Chlef, kiedy kończyłem podstawówkę, prawda?
Czytaj dalej »

Ten rok nie był jakiś szczególny, jeśli chodzi o muzykę tych wykonawców, na których nowe albumy z wytęsknieniem czekałem. Lwia część tych artystów powydawała bezpłciowe papki, a w poniższej klasyfikacji znajdziecie kilka nazw, o które ja sam siebie pewnie bym nie podejrzewał, jak również kilka tych dobrze znanych (i raczej spodziewanych). Wybór najlepszej dziesiątki sprawił mi sporo kłopotu, bo poza nią znalazły się choć takie płyty jak „Immersion” Australijczyków z Pendulum, „Improvised.Electronic.Device” electro-industrialnych wyjadaczy z Front Line Assembly czy też „Indicator” duetu Deine Lakaien. W momencie gdy piszę ten artykuł poznaliśmy punkt widzenia dwójki naszej ekipy i patrząc na swoje „tap dziesińć”, zastanawiam się czy tylko u mnie jest… tak bardzo polsko. Nie przeciągając zbytnio, zapraszam do lektury.
Czytaj dalej »

Jak się czuję z myślą, że oto jestem naocznym świadkiem nowej muzycznej dekady od jej zarania i pod koniec 2019 roku zacznę porządkować ‘Ranking najlepszych płyt dziesięciolecia według redakcji miesięcznika „Winyl„ z czystym sumieniem, bo byłem i czuwałem? Bardzo dobrze; rzec by można: w końcu!
Czytaj dalej »


Sądzę iż w tym roku nic mogącego pozmieniać szyki top 10 już nie usłyszę, więc podsumowanie macie wcześniej niż zwykle. Kilka słów o kryteriach jakimi sugerowałem się przy wyborze albumów zawartych w poniższym podsumowaniu.
Stawiałem na unikalność brzmienia, długodystansowość albumów, element zaskoczenia, całość zespoliłem pierwiastkiem „podoba się” i sru! Macie top 10.
Tegorocznych świetnych albumów/epek przesłuchałem ok. 145. Przy tym odnotowałem również niemało zawodów, jak i niemało pozytywnych zaskoczeń. Rok jak najbardziej udany pod względem muzycznym, jednak płyt mogących mieścić się w ścisłych topkach dekady rozpoczętej, hmm – jeden. W moim top 10 nie uświadczycie Kanye Westa, chillwave’u, nawet reprezentant rocka był tylko jeden.
Czytaj dalej »

Hey wszystkim w nowym 2010 roku!
Jednak na chwilę wrócimy jeszcze do ubiegłego luknąć co tam leciało u mnie na głośnikach. Wspomnę jeszcze, że pisząc to podsumowanie nie wiem jak wyglądają „topki” reszty redakcji, jednak strzelam w ciemno, iż w większości wypadków rocznik 09 rozczarował. Muzyczny rok 2009 jawi mi się jako rok w którym na moich playlistach panowało istne „stormy weather” z przebłyskami na upały. Powiem tak, trochę szkoda mi czasu na grzebanie w gitarowym graniu, tyle dobrego może mnie ominąć, a co roku to jakoś szybciej to wszystko leci. Widzicie, eksploracja gatunków na naszym blogu z racji iż jest nas wielu jest iście eklektyczna, vide każdy znajdzie coś dla siebie w tych podsumowaniach. Moje podobnie jak Nooka i nie tylko jego, ułożone jest z dużym kontrastem stylistycznym. Choć końcówkę roku królowała u mnie elektronika, to jednak gitary jakby nie patrzeć zdominowały podsumowanie. Paradoks? Być może, jednak w nowym roku spodziewajcie się Gada nieco odmienionego – myślę, że końcówka 2009 odciśnie piętno na 2010.
Czytaj dalej »

No cóż, pod względem płytowym ten rok nie należał z mojego punktu widzenia do nazbyt udanych. W zasadzie nie wyszło nic, czym bym się na dłużej zachwycił, co mógłbym katować przez czas dłuższy. Poprzednie dwa lata na pewno były bardziej udane i następny rok też zapowiada się o wiele lepiej. Wbrew pozorom jednak, sporządzenie podsumowania po tak „suchym” roku nie należy do rzeczy łatwych i zaznaczyć muszę, że tylko dwóch pierwszych pozycji w rankingu jestem w stu procentach pewny. Jakby nie było, redaktorski obowiązek spełnić wypada i podsumowanie roku minionego sporządzić należy. Zaczynajmy więc.
Czytaj dalej »

Coś się kończy, coś zaczyna; kończy się muzyczna dekada, zaczyna się nowa. Czy rok 2009 przejdzie do historii jako ten, który nie zmienił historii nawet o milimetr, czy może wręcz odwrotnie? Jak się prezentuje na tle pozostałych lat ’00? Czy warto o tym rozmawiać? Ja na te pytania nie odpowiem, ale pocieszę wszystkich malkontentów-pesymistów-itakściągniemytoznetahehe (do tych ostatnich niestety się zaliczam, ale cśśśś nr.1): 10 lat to dużo czasu, a tyle właśnie ma muzyka na zaskoczenie nas w jakimkolwiek stopniu w nowej dekadzie. Osobiście nie narzekam na ten nieszczęsny 2009, żałuję tylko iż nie nie starczyło mi czasu na przesłuchanie wszystkich tych płyt, które przesłuchać chciałem. Prawdopodobnie ten ranking za pół roku, rok, będzie wyglądał inaczej, ale w świat pójdzie tylko to, co ukazuje się dzisiaj i tylko dzisiaj, więc zaczynamy. Kwestia pierwsza – kolejność. Nie jest ona w żadnym stopniu przypadkowa, ‘usiadłem i wymyśliłem’ taką kolejność w pełni świadomie, aczkolwiek solidniej na swoich miejscach przesiadują pozycje z tej lepszej połowy zestawienia. Kwestia druga i ostatnia – 10 najlepszych albumów, to 10 najlepszych albumów, ale drużyna piłkarska ma zawodników 11 i wśród tej złotej jedenachy, wirtuozów i wymiataczy znajduje się człowiek od brudnej roboty, czyli Makalele. Tak wyszło, że w tym roku na 11 miejsce przypadło sporo albumów i na początku właśnie je chciałbym wyróżnić.
Czytaj dalej »

Na początek kilka uwag porządkowych. Po pierwsze, wzorem lat ubiegłych bardziej zasłuchiwałem się w muzyce powstałej przed rokiem, o którym mam właśnie pisać. Po drugie, podsumowanie jest w pełni subiektywne i oparte na tym, co interesuje mnie. Jako że nie jestem żadnym profesjonalnym krytykiem („krytyk muzyczny to bardzo brzydki zawód, takie ocenianie i za to płacą”) to nie mam obowiązku pisania o całej muzyce, która wyszła na przełomie minionych dwunastu miesięcy spiętych w klamrę „2009”. Z tym wiąże się odpowiedź na potencjalne zarzuty, jakoby redaktor Nikołajewicz „przesłuchał pięć płyt na krzyż i się mądrzył”. Mniej więcej taki jest stan faktyczny, chociaż skoro jestem skłonny napisać o dziesięciu albumach (i jeszcze robiłem lekką selekcję) to się rozumie, że tych płyt było nieco więcej. Po wytłumaczeniu kilku kwestii jestem na tyle spokojny, że z czystym sumieniem mogę napisać o tym, co w minionym roku zajarało mnie najbardziej.
Czytaj dalej »