

Za co możemy lubić Czechów? – padło pytanie w tłum. – Trawa i kwas na legalu! – ktoś krzyknął. Może i tak, ale miałem na myśli coś innego… Czesi są fajni, bo mają dobre piwo, ładne dziewczyny i czekoladę Studencką. Poza tym mają kilka ciekawych zespołów rockowych, powstałych wtedy, kiedy mnie jeszcze na świecie nie było – chociażby The Plastic People of the Universe (działający pod wpływem Franka Zappy oraz The Velvet Underground), MCH Band czy balansujący na granicy post-punka, prog rocka i awangardy Už Jsme Doma (koncertujący na całym świecie, współpracujący swego czasu z The Residents). Przedstawiam Wam album tych ostatnich. Będzie dużo dziwnych literek z daszkami i kreskami.
Czytaj dalej »


Największa gwiazda żywiołowego hiszpańskiego ska punka, w Polsce właściwie nieznana, powraca po trzech latach milczenia. Panowie ze śmiesznymi ksywkami (Pulpul, Joxemi, Julio, Kogote, Luismi, Pipi, Gari, Txikitín) dali nam swój szósty studyjny (a siódmy w ogóle) album.
Czytaj dalej »


Punk rock, haa. Panczury, jeszcze większe haa. Brytyjskie panczury, no tu już nie ma co się śmiać.
Czytaj dalej »


Książkę pod tytułem „Proces” autorstwa Franza Kafki przeczytałem po raz pierwszy jakoś w drugiej gimnazjum, więc spory czas temu. Opowieść o zwykłym, szarym człowieku, oskarżonym o nie wiadomo co bardzo przypadła mi do gustu. Jednak podejście drugie do czytania (wykonane jakiś rok temu) zakończyło się fiaskiem – przebrnąłem przez połowę tekstu, aż w końcu odłożyłem powieść na półkę.
Czytaj dalej »


fot. Łukasz Bera - dlastudenta.pl
Jakieś dwa lata temu w domowym zaciszu słuchałem pewnej koncertowej płyty. Nosiła ona tytuł „Radio Bemba Sound System” i była częścią dyskografii niewysokiego bruneta, osoby bardzo interesującej – Manu Chao. Będąc całkowicie oczarowany energią, jaka płynęła z tego wydawnictwa, wyobrażałem sobie, jakby to było gdybym nagle znalazł się wśród tych wszystkich ludzi, którzy sycili się każdym zagranym dźwiękiem. Marzenia szybko prysły, aż tu nagle dotarła do mnie elektryzująca wiadomość – Manu Chao zagra w moim Wrocławiu! Czym prędzej udałem się po bilet. Potem zostało tylko oczekiwanie na piętnasty dzień lipca, kolejną rocznicę bitwy pod Grunwaldem…
Czytaj dalej »


Żadnego innego zespołu nie poznałem w tak śmieszny sposób. Otóż gdy oglądałem jeden z odcinków „Włatców much” pani Higienistka trzymała w ręku opakowanie jakiegoś lekarstwa z charakterystycznym logo i napisem „BIOHAZARD”. Na pytanie któregoś z bohaterów serialu odpowiedziała, że jest to „nazwa zespołu metalowego”. Postanowiłem sprawdzić. I muszę wam powiedzieć, że jeśli miałbym pewność, że w taki sam sposób poznam jeszcze choćby jeden równie dobry zespół pewnie dalej oglądałbym tą kreskówkę.
Czytaj dalej »