<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>:: Winyl ::</title>
	<atom:link href="http://www.winyl.info/tag/stoner/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.winyl.info</link>
	<description>W 33 obroty dookoła muzyki</description>
	<lastBuildDate>Sat, 24 Jul 2010 09:58:36 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Už Jsme Doma &#8211; Uši</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/07/14/uz-jsme-doma-usi/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/07/14/uz-jsme-doma-usi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 19:45:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Nikołajewicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[avant-garde]]></category>
		<category><![CDATA[post-punk]]></category>
		<category><![CDATA[progressive rock]]></category>
		<category><![CDATA[punk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2421</guid>
		<description><![CDATA[
Za co możemy lubić Czechów? – padło pytanie w tłum. – Trawa i kwas na legalu! – ktoś krzyknął. Może i tak, ale miałem na myśli coś innego&#8230; Czesi są fajni, bo mają dobre piwo, ładne dziewczyny i czekoladę Studencką. Poza tym mają kilka ciekawych zespołów rockowych, powstałych wtedy, kiedy mnie jeszcze na świecie nie [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niko.png" alt="Nikołajewicz" /><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/uzjsmedoma_usi.jpg" alt="Už Jsme  Doma - Uši" align="right" /></p>
<p><em><span style="font-size: 24px;"><strong>Z</strong></span>a co możemy lubić Czechów</em>? – padło pytanie w tłum. – <em>Trawa i kwas na legalu!</em> – ktoś krzyknął. Może i tak, ale miałem na myśli coś innego&#8230; Czesi są fajni, bo mają dobre piwo, ładne dziewczyny i czekoladę Studencką. Poza tym mają kilka ciekawych zespołów rockowych, powstałych wtedy, kiedy mnie jeszcze na świecie nie było – chociażby <strong>The Plastic People of the Universe</strong> (działający pod wpływem <strong>Franka Zappy</strong> oraz <strong>The Velvet Underground</strong>), <strong>MCH Band</strong> czy balansujący na granicy post-punka, prog rocka i awangardy <strong>Už Jsme Doma </strong>(koncertujący na całym świecie, współpracujący swego czasu z <strong>The Residents</strong>). Przedstawiam Wam album tych ostatnich. Będzie dużo dziwnych literek z daszkami i kreskami.</p>
<p><span id="more-2421"></span></p>
<p>Pomimo tego, że UJD wydali w tym roku nowy krążek, zajmiemy się ich wydawnictwem sprzed jedenastu lat. „Uszy” to całkiem niezłe wyważenie wszystkich elementów charakterystycznych dla zespołu zza naszej południowej granicy – jest tutaj miejsce na elementy awangardowo-progresywne z pierwszych krążków, uświadczymy także znane z poprzedzającego „Uši” albumu <strong>„Pohádky ze Zapotřebí”</strong> czy tegorocznego <strong>„Jeskyně”</strong> przystępniejsze melodie, którym nie brakuje czadu. Właśnie od takiego utworu zaczyna się album – utwór <strong>„Bosí”</strong> równie dobrze mógłby trafić na którąś z pierwszych płyt rosyjskiego ska punkowego <strong>Distempera</strong>. Późniejsze słuchanie albumu przynosi nam różne niespodzianki: polifonie, połamane rytmy, odrobinę języka angielskiego (<strong>„Kovbojská”</strong>), dużo harmonii wokalnych (<strong>„Tenký led”</strong>), dęciaki, dużo smakowitych partii basu, jest nawet miejsce na solówki gitarowe i niby-pasaże instrumentalne.</p>
<p>Warto wspomnieć o tzw. <em>hajlajtach</em> płyty: utwór tytułowy to ponad ośmiominutowy miks połamańca, stonowanego pochodu gitary i basu unisono, który przez mostek z okrutnie dziwacznie rozłożonymi akcentami wkracza w codę, której wokale przywodzą mi na myśl jakiś kabaret, może nawet trochę cyrkowy. Piękna sprawa. Drugim z najmocniejszych punktów jest utwór <strong>„Pot”</strong>, w którym spokojne zwrotki przerywane są przez popisy saksofonu, tworzącego przy pomocy staccato nie byle jakie cuda melodyczno-rytmiczne. Całość wieńczy taki chór damsko-męski, że już jest pozamiatane – po tym płyta właściwie mogłaby się już skończyć.</p>
<p>To może jeszcze coś o tekstach. Dużo o tym nie powiem, bo w obliczu tak ogromnej bariery językowej wokal zaczyna być traktowany trochę jak kolejny instrument muzyczny. Už Jsme Doma nie walczą z nikim, porozumiewają się tylko przy pomocy – bądźmy szczerzy – poezji. Można zadać pytanie: <em>„Hej! Jeżeli są znani na całym świecie, to dlaczego nie śpiewają po angielsku?”</em> Otóż ja nie wiem dlaczego, ale jestem pewien, że gdyby przerzucili się na stałe na angielski to straciliby mnóstwo ze swego uroku. Pomimo tylu dowcipów o języku czeskim, świetnie się tych nieco surrealistycznych tekstów słucha – kiedy lider zespołu <strong>Miroslav Wanek</strong> śpiewa na przykład <em>„Mám strach ze síly i z víry”</em>&#8230; Brzmi to ciekawiej niż <em>„I fear the power and faith”</em>, prawda? A jak ktoś się uprze i ma trochę drygu do języków to może sobie te utwory nawet nucić. Zainteresowanych odsyłam <a href="http://scripts.noise.cz/ujd/usi.htm" target="_blank">tutaj</a> – można poczytać sobie teksty piosenek w dwóch wersjach językowych.</p>
<p>„Uši” to moja ulubiona płyta Už Jsme Doma. Nadaje się do słuchania w domu, a jak ktoś się uprze to przy szybszych fragmentach może tańczyć pogo. Jest tyle świetnej muzyki dookoła, tak daleko od dokonań amerykańsko-angielskich&#8230; Nic tylko szukać i słuchać.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"><strong><strong>Ocena: 8+/10</strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><br />
</strong></strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<hr /><!-- hr--></p>
<ol>
<li><strong>&#8220;Bosí&#8221; &#8211; 2:24</strong></li>
<li><strong>&#8220;Tenký led&#8221; &#8211; 3:47</strong></li>
<li><strong>&#8220;Kovbojská&#8221; &#8211; 4:13</strong></li>
<li><strong>&#8220;Oko&#8221; &#8211; 4:01</strong></li>
<li><strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=SctpF4SfMuU" target="_blank">&#8220;Uši&#8221;</a> &#8211; 8:30</strong></li>
<li><strong>&#8220;Strach&#8221; &#8211; 3:19</strong></li>
<li><strong>&#8220;Pot&#8221; &#8211; 5:15</strong></li>
<li><strong>&#8220;Řeka&#8221; &#8211; 4:06</strong></li>
<li><strong>&#8220;Ticho&#8221; &#8211; 5:09</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 40:44</strong></p>
<p><strong>Data wydania: 1999</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/07/14/uz-jsme-doma-usi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sonisphere Festival &#8211; 16.06.2010, Warszawa</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 21:08:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Niszczuk</dc:creator>
				<category><![CDATA[Uncategorized]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2404</guid>
		<description><![CDATA[ 
Stało się. Wydarzenie, o którym wielu marzyło, ale nikt nie sądził, że kiedyś będzie miało miejsce, i to w kraju tak &#8211; wydawałoby się &#8211; zapomnianym przez resztę świata, jak Polska. A jednak. To w tym kraju Wielka Czwórka Thrash Metalu, w ramach festiwalu Sonisphere, po raz pierwszy w historii zagrała na jednej scenie. [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="niszcz" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>tało się. Wydarzenie, o którym wielu marzyło, ale nikt nie sądził, że kiedyś będzie miało miejsce, i to w kraju tak &#8211; wydawałoby się &#8211; zapomnianym przez resztę świata, jak Polska. A jednak. To w tym kraju <strong>Wielka Czwórka Thrash Metalu</strong>, w ramach festiwalu <strong>Sonisphere</strong>, po raz pierwszy w historii zagrała na jednej scenie. I ja tam byłem!</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/sonisphere.jpg" style="border:2px black solid" alt="Soni" /></p>
<p style="text-align: left;"><span id="more-2404"></span><br />
Mimo, że właściwie do końca nie wiedziałem, czy pojawię się na tym festiwalu, moje podekscytowanie związane z wydarzeniem rosło w miarę, jak zbliżał się dzień szesnastego czerwca. Wreszcie &#8211; są pieniądze, kontakty uruchomione, bilet załatwiony &#8211; i zakupiony w dniu festiwalu. Ale nieważne!<br />
Na festiwal ruszyłem z kumplem i trzema jego znajomymi. Pokrzepiwszy się niewielką dawką Żuberka, trafiliśmy na stację metra Młociny, skąd kursował jeden z dwóch specjalnych, koncertowych autobusów. Droga z Młocin na koncert nie była długa, choć dłużyła się &#8211; prócz emocji dawało się we znaki słońce. W końcu dojechaliśmy. Na miejscu, jeszcze przed wejściem na teren lotniska, gdzie odbywało się to epokowe wydarzenie, spotkaliśmy miłą panią w czerwono-białym wdzianku, która rozdawała darmową colę (w pobliżu było jeszcze kilka takich pań <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ). Wzięliśmy po puszce i ruszyliśmy dalej. O ile dobrze pamiętam, po drodze przejść trzeba było przez trzy bramki, przy żadnej jednak nie przedarto nam biletów. Dziwne, ale nieważne. Ogarnęliśmy się, skorzystaliśmy z toi-toików <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_razz.gif' alt=':P' class='wp-smiley' />  i biegiem prawie udaliśmy się w okolice sceny, gdzie już zaczynał grać <strong>Anthrax</strong>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/anthrax-soni.jpg" style="border:2px black solid" alt="Anthrax" /></p>
<p>Nie znam ich twórczości, więc raczej słuchałem, niż się bawiłem. Nie wiem, czy narobiłem sobie na nich smaka &#8211; chyba nie, ale sam występ był naprawdę dobry. <strong>Joey Belladonna</strong>, choć jest o rok starszy od zdziadziałego trochę <strong>Toma Arayi</strong>, skakał, biegał po scenie, gestykulował &#8211; ogółem, dawał z siebie wszystko. Reszta zespołu starała się nie zostawać w tyle &#8211; tu wyróżnił się <strong>Scott Ian</strong>, momentami skaczący niemal jak <strong>Marc Rizzo</strong>. Muzycznie, o ile mogę stwierdzić, było na poziomie, nóżką dało się tupać i głową pomachać. Na plus.<br />
Następnie oczekiwanie na <strong>Megadeth</strong>. Tutaj miał miejsce pierwszy wkurw na publikę. Nie wiem kto i dlaczego rozkręcił coś takiego, ani co to w ogóle miało być i czemu służyć &#8211; blisko barierek Golden Circle ludzie z tyłu nagle zaczęli się pchać i napierać na przód. Ktoś to podłapał &#8211; zaczęło się napieranie z lewej, później z prawej strony, z przodu. Chore, głupie. Cofnęliśmy się w jakieś bardziej &#8220;ogarnięte&#8221; miejsce, bo nie dało się tego wytrzymać.<br />
Wreszcie Rudy i spółka zaczęli.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/mega-soni.jpg" style="border:2px black solid" alt="Megadave" /></p>
<p>Setlistę &#8211; z okazji dwudziestolecia nagrania <strong>&#8220;Rust in Peace&#8221;</strong> &#8211; tworzyły niemal wyłącznie kawałki z tej płyty (oprócz <strong>&#8220;Dawn Patrol&#8221;</strong>), poleciało też kilka żelaznych klasyków z innych albumów &#8211; <strong>&#8220;Symphony of Destruction&#8221;</strong> (publika chórem &#8220;nuciła&#8221; główny riff w formie &#8220;turututurutu&#8221;), <strong>&#8220;Peace Sells&#8221;</strong>, poza tym <strong>&#8220;Sweating Bullets&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Headcrusher&#8221;</strong> iiiii chyba tyle. Wszystko zagrane bardzo ładnie, energicznie, ale Dave, no cóż &#8211; on po prostu NIE JEST wokalistą. Tyle.<br />
Po koncercie Megadave&#8217;a chciałem zostać na miejscu, bo było dobre, ugiąłem się jednak pod namowami towarzyszy i poszliśmy kupić coś do picia. Zebraliśmy się, jak tylko usłyszałem pierwsze dźwięki <strong>&#8220;World Painted Blood&#8221;</strong>. </p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/slayer-soni.jpg" style="border:2px black solid" alt="Slayer" /></p>
<p>Na początku, niestety, trafiliśmy na jakieś maksymalnie nieruchawe towarzystwo &#8211; tutaj wkurw numer dwa. Z jednej strony &#8211; panowie i panie, wiek mniej więcej od 30 w górę. Z drugiej strony &#8211; dzieciarnia. Stoją oni wszyscy, gapią się, zero reakcji. Uznaliśmy, że zabawa nie będzie zbyt dobra w takim otoczeniu, chcieliśmy więc przejść dalej. Trzy razy próbowaliśmy się przecisnąć, trzy razy się nie udało. Ludzie patrzyli tylko na nas dziwnie, jakby nie rozumiejąc, co chcemy zrobić. Kurwiąc pod nosem, podjęliśmy czwartą próbę &#8211; udało się! Weszliśmy między dwa młyny, dużo nastolatków i ludzi około dwudziestki, większość w ruchu. O to kurwa chodzi na koncercie <strong>Slayera</strong>, ludzie!</p>
<p>Set był piękny, bo jaki mógł być? Z ostatniej płyty poleciało wspomniane <strong>&#8220;World Painted Blood&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Hate Worldwide&#8221;</strong> i totalnie niekoncertowe <strong>&#8220;Beauty through Order&#8221;</strong>. Prócz tego klasyki &#8211; <strong>&#8220;Angel of Death&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Raining Blood&#8221;</strong>, &#8220;<strong>South of Heaven&#8221;</strong>, <strong>&#8220;War Ensemble&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Mandatory Suicide&#8221;</strong>, poza tym kolejny niekoncertowy kawałek &#8211; <strong>&#8220;Jihad&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Dead Skin Mask&#8221;</strong>, <strong>&#8220;Chemical Warfare&#8221;</strong>. Ku mojemu rozczarowaniu nie było <strong>&#8220;Cult&#8221;</strong> ani <strong>&#8220;Seasons in the Abyss&#8221;</strong>, a przecież można by je wsadzić zamiast tych niekoncertowych numerów (Slayer uparcie gra Jihad od wydania <strong>&#8220;Christ Illusion&#8221;</strong>, nie rozumiem tego). A zespół &#8211; jak to Slayer. <strong>Hanneman</strong> zasłonięty włosami i zajęty wymiataniem. <strong>King</strong> &#8211; jakby nigdy się nie postarzał, jakby zatrzymał się w latach 90 &#8211; zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i o formę na koncertach. <strong>Lombardo </strong>podobnie. Araya oczywiście nie mógł headbangować, ale i tak widać było, że wczuwa się i nie zdziadział do końca. Tak trzymać!<br />
Po koncercie Sleja miał miejsce kolejny wkurw* &#8211; obok nas kilka dziewczyn usiadło sobie na ziemi, kiedy ludzie z boku znowu zaczęli napierać. W rezultacie co najmniej kilkanaście osób (w tym ja), nie mogąc zachować równowagi, upadło na te dziewczyny. Na szczęście nikomu chyba nic się nie stało.<br />
Po najdłuższym czekaniu na scenę, wśród pisków i krzyków największej ilości osób wyszła <strong>Metallica</strong>.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/07/meta-soni.jpg" style="border:2px black solid" alt="Mietkalipa" /></p>
<p>Tak &#8211; przy ich koncercie zdecydowanie można użyć wielu &#8220;najów&#8221;: najlepsze nagłośnienie, najlepsza atmosfera, najwięcej fanów, najlepszy osprzęt (pirotechnika, trzeci, wielki telebim), najlepsza pora (było już ciemno), najdłuższy set&#8230; No cóż, trudno było się oszukiwać i oczekiwać, że to naprawdę będzie coś więcej, niż koncert Metallica + supporty. Przyjęcie przez fanów sprawiło, że to oni dawali z siebie najwięcej. Do tego w moim otoczeniu trudno było znaleźć osobę, która by nie śpiewała czy to całych piosenek, czy to refrenów. Ale jakoś najbardziej uderzył mnie fakt, że Metallica zagrała z 15 minut dłużej, niż miała, podczas gdy taki Slayer grał minut 55.<br />
Mimo to, wydarzenie na pewno jest wydarzeniem historycznym i cieszę się, że byłem jego częścią. Wielka rzesza<br />
ludzi, zapchane metro i autobusy, atmosfera wielkiego wydarzenia, kilka przypadkowych spotkań &#8211; wszystko to sprawiało, że z koncertu wracałem szczęśliwy.</p>
<p><em>*dzisiaj nie jestem już do końca pewny, czy to było pzed Slayerem, a Metalliką&#8230; Ale jakoś bardziej mi pasuje, że przed Metalliką <img src='http://www.winyl.info/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </em></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/07/05/sonisphere-festival-16-06-2010-warszawa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pod igłą #6 dubstep</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Jun 2010 11:06:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[dubstep]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[experimental]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2377</guid>
		<description><![CDATA[
Sorry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. 
Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania czegoś [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><span style="font-size: 24px;"><strong>S</strong></span>orry people, ale tak pochłonęła mnie muzyka, że zapomniałem o niej pisać.<br />
Kiedy już sobie o tym przypomniałem to ilość chłoniętych przeze mnie dźwięków sprawiła, że ogarnęła mnie totalna konsternacja piśmiennicza. <span id="more-2377"></span></p>
<p>Jako, że nie oszczędzam uszu, to elektroniczne dźwięki w których aktualnie się lubuję stały się dla mnie codzienną pożywką. Nie ma dnia bez sprawdzania czegoś dla mnie zupełnie nowego. Baa, zazwyczaj trafiam na albumy które skracają moje życie umiejętnie. Fakt, że preferencje muzyczne zmieniłem niemalże o 180 stopni, wydaje się być tylko dodatkowym argumentem do stwierdzenia iż „<em>time is moving too fast</em>”. Może to tylko zwykły etap w kształtowaniu gustu muzycznego, a może znudzenie lub zawód gitarowym graniem, aczkolwiek clicki, cutsy, beaty, bassliney, synthy, delaye, breaki, stały się dla mnie codziennością jaką kiedyś były riffy, perkusyjne galopady itp. Cóż, muzyka gitarowa niczym mnie dziś już nie zaskakuje, a jeśli już to robi to jest dla mnie to niewystarczające zaskoczenie. Jeśli za pół roku moim kolejnym przystankiem muzycznym będzie <em>awangardowy black metal</em>, albo jakiś <em>post-bop</em> to chyba przestanę was zanudzać moim pieprzeniem o muzycznych zwrotach akcji w moim życiu.<br />
W międzyczasie porozwodzę się jednak nad tym, co mnie dziś kręci i nęci. Dźwięki przy których sen jest już na wyciągnięcie ręki, albo owy stan letargu odkłada się o kolejne kilka godzin, bo <em>„impreza się nie kończy”</em>. Tak więc postawcie woofer koło meblościanki i podkręćcie basy na maxa, bo poznęcamy się trochę nad sąsiadami.</p>
<h2><strong>1. Breakage – Foundation (dubstep, drum and bass, grime hip-hop) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/breakage.png"><img class="alignright size-full wp-image-2379" style="border: 1px black solid;" title="breakage" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/breakage.png" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Jeśli uważacie, że muzyka puszczana w komercyjnych stacjach to <em>„tanie granie”</em> dogadzające masom w których wy się nie znajdujecie, albo po cichu pragniecie od czasu do czasu przełączyć na playliście ulubiony gitarowy łomot na coś, przy czym tempo tupania nóżką nieco zmaleje i uszy wasze nieco <em>„odetchną”</em>, to propozycja tego Brytyjczyka może być dla was ciekawą ewentualnością. Bowiem mamy tu tempa i brzmienia z utworu na utwór zmieniane, ale nie tylko o to się rozchodzi. Świetnie wyprodukowane beaty podlane mięsistymi basikami, oraz udział gości nie ograniczający się tylko do wpasowania w background kawałka, to największe zalety krążka Breakage’a. Korzenne jungle mieszające się z dubstepem w różnych formach m.in. ambientowo-dubstepowy track z <strong>Burialem</strong>, czy posępny hymn <strong>Temper</strong> (sprawdźcie tekst) &#8211; produkcja Brytola „siada” w uchu i na długo w nim zostaje. To jednak nie wszystko, zabawa w dub hip-hop z <strong>Roots Manuvą</strong> na ficzuringu, czy tracki brzmiące jak r&#8217;n'b dla dziewczynek nieco starszych &#8211; to wszystko tu jest, dodatkowo z elementem <em>„catchy”</em>. Warto sprawdzić, bo to jedna ze ścieżek dubstepu, prowadząca być może do szerszego spektrum słuchaczy.</p>
<h2><strong>2. Mount Kimbie – Crooks &amp; Lovers (dubstep, minimal, ambient, experimental)<br />
</strong></h2>
<h2><strong><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2380" style="float: left; border: 1px black solid; margin-right: 3px" title="Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Crooks-Lovers-Front-Cover.jpeg.jpg" alt="" width="200" height="182" /></a></strong></strong></h2>
<p>Fuzja minimalu i dubstepu rozkręca się na dobre, rok temu świetny krążek <strong>Shackletona</strong> i <strong>2562</strong>, w tym roku <strong>Scuba</strong> i jego <strong>Triangulation</strong>. Elementy obu gatunków występują również na tegorocznym debiucie duetu <strong>Mount Kimbie</strong>, wydanego w oficynie wspomnianego Scuby.<br />
W porównaniu z wymienionymi poprzednikami, duet z Brighton wyraża siebie używając dźwięków subtelniejszych, o zupełnie innej wrażliwości. Delikatne, użyte z nieziemskim wyczuciem basy oraz krótkie cięte beaty, tworzą zupełnie nieinwazyjną muzyczną masę. Dodatkowo zabiegi aranżacyjne takie jak wplatanie lo-fi gitarki w <strong>Field</strong>, czy samplowanie soulowych wokali sprawiają, że <strong>Crooks &amp; Lovers</strong> to idealna pożywka dla słuchaczy którzy wolną chwilę spędzają leżąc na zielonej polance z źdźbłem trawy w ustach, myśląc o niebieskich migdałach.</p>
<h2><strong>3. Desto – Desto (dubstep, 2-step, uk garage) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/desto.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2381" style="border: 1px black solid;" title="desto" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/desto.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Fiński producent to już zupełnie inna dubstepowa bajka, facet z doświadczeniem muzycznym. DJ bawiący się niegdyś w breakbeat, na swojej self-titled EPce, ewoluuje w futurystyczny, połamany klubowy dubstep. Muzyka wymagająca dobrego nagłośnienia – mocne uderzenia syntetycznych beatów, produkcyjne sztuczki przywołujące na myśl stary rave i złowrogo brzmiące basy, to przepis na udaną jumpdafuckin&#8217; party. Świetnie zapowiadający się artysta nie spoczywa na laurach, nie dawno wydał również singla który pokazuje jak na przestrzeni kilku miesięcy, w swój klubowy styl wpleść można dodatkowe porcje elektronicznego kombinatorstwa. Typ któremu zdecydowanie warto się przyjrzeć, bo w niedalekiej przyszłości zapewne zaskoczy słuchaczy ciekawym longplayem.</p>
<h2><strong>4. Kontext – Dissociate (dubstep, experimental, techno, glitch, idm) <a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/kontext.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2382" style="float: left; border: 1px black solid; margin-right: 3px" title="kontext" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/kontext.jpg" alt="" width="200" height="200" /></a><br />
</strong></h2>
<p>Zdaję sobie sprawę, że <strong>Dissociate</strong> nie każdemu może przypaść do gustu. To krążek raczej ciężki i mroczny, bliższy pod względem klimatu dokonaniom protoplastów gatunku, jednak muzycznie już zdecydowanie nie. Na płycie Petersburżanina usłyszeć można wstawki rosyjskich dialogów, wplecione w szybsze bardziej taneczne wydawałoby się tempa (choć czy jest to muzyka taneczna to polemizowałbym). Jednak to co zdecydowanie wyróżnia ten krążek to atmosfera, posępna, tajemnicza, coś jak soundtrack do łażenia po miejskich kanałach w deszczową noc (?). Dlatego też album może zaskakiwać, bo mamy tu techniczne wykonanie na bardzo wysokim poziomie, mieszające estetykę dubstepową, techno i glitch, z zachowaniem niemalże namacalnego, <em>„deszczowo-industrialnego”</em> klimatu.</p>
<p>Jeszcze na koniec kilka słów, moich własnych przemyśleń, na temat tego całego około dubstepowego boomu. Otóż cały urok i wszędobylski hajp dotykający tegoroczne LPeki, artystów w dubstep się bawiących, jest jak najbardziej zasłużony. Śmiem twierdzić iż w tym roku (poprzedni odpowiednio do tego słuchaczy przygotował) wybuch multi stylistycznych mariaży, na dubstepowej estetyce wyrastających, może przyprawić o zawrót głowy. Cztery relejsy o których tu wspomniałem to tylko namiastka tego co się pojawiło, każdy wspomniany album/EPka jest inny, jednak połączony wspólnym mianownikiem dubstepowego genre. Żadna elektroniczna nisza nie wydaje teraz tylu świetnych albumów i trzeba sobie zdać z tego sprawę. Ja nie każę lubić, ale sprawdzić i się przekonać jak to <em>&#8220;</em>smakuje<em>&#8220;</em> przecież można.</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/27/pod-igla-%e2%80%93-dubstep/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ethno Port – 17-19.06.10, Poznań</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/24/ethno-port-%e2%80%93-17-19-06-10-poznan/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/24/ethno-port-%e2%80%93-17-19-06-10-poznan/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Jun 2010 22:37:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Szwedo</dc:creator>
				<category><![CDATA[folk]]></category>
		<category><![CDATA[world]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2347</guid>
		<description><![CDATA[ 
Mały spontan. O festiwalu dowiedziałem się jakiś tydzień przed rozpoczęciem, i niewiele przed jego rozpoczęciem zdecydowałem się na wyjazd. Miałem więc mało czasu, by zapoznać się z muzyką jaką oferowała nam trzecia już edycja Ethno Portu. Jechałem więc w ciemno, pobieżnie tylko zaznajomiony może ze dwoma zespołami.

Najpierw parę słów o samym festiwalu. Ideą wydarzenia [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-JS.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>M</strong></span>ały spontan. O festiwalu dowiedziałem się jakiś tydzień przed rozpoczęciem, i niewiele przed jego rozpoczęciem zdecydowałem się na wyjazd. Miałem więc mało czasu, by zapoznać się z muzyką jaką oferowała nam trzecia już edycja <strong>Ethno Portu</strong>. Jechałem więc w ciemno, pobieżnie tylko zaznajomiony może ze dwoma zespołami.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/21.png" alt="Ethno" /></p>
<p style="text-align: left;"><span id="more-2347"></span>Najpierw parę słów o samym festiwalu. Ideą wydarzenia jest promowanie muzyki z całego świata. W końcu w instrumenty nie łupią tylko wszelkie gwiazdy z USA, indie rockowcy z Wysp, mroczni metalowcy ze Skandynawii czy rodzimi, polscy artyści, zwykle wzorujący się na tych zachodnich&#8230; Na Ethno Porcie goszczą więc muzycy zewsząd. Oczywiście muzyka przez nich prezentowana, zwykle oddaje klimat, atmosferę miejsca, z którego pochodzi. Nie bez powodu dominującym gatunkiem w Poznaniu było szeroko pojęte world music, w którego skład wchodzi folk, ale też wszelkie eksperymenty, czy nawet elementy rockowe i elektroniczne.</p>
<p style="text-align: left;">Organizacja &#8211; pierwsza klasa. Scena, namiot na bardziej wyciszone koncerty oraz klub złożony z kontenerów (!), o którym później. Poza tym mini plaża z hamakami i leżakami, stoiska z różnorakimi ubraniami i innymi rzeczami związanymi z tematyką festiwalu, toitoie i oczywiście miejsce gdzie można napić się piwa i zjeść coś ciepłego. Ethno Port trwał przez 3 dni, oferował trzynastu wykonawców &#8211; a to wszystko za 50zł. Nie było dane mi zobaczyć wszystkich, a niektórych tylko pobieżnie, jednak to, co zobaczyłem prezentowało bardzo wysoki poziom.</p>
<p style="text-align: left;">Festiwal rozpoczynały <strong>Bubliczki</strong>, których występu uświadczyłem tylko parę minut. Zespół prezentuje połączenie muzyki bałkańskiej, klezmerskiej oraz kaszubskiej. Najbardziej zapamiętałem to, że grali o pół godziny za długo, zabierając trochę czasu następnym wykonawcom. Jednak występ był generalnie energiczny i ciekawy. Myślę, że przygotował publiczność przed następną, wielką gwiazdą. <strong>Staff Benda Bilili</strong>, bo nich mowa, to z pewnością jeden z najjaśniejszych punktów Ethno Portu. Kongijscy uliczni muzycy przeszli chorobę polio (w jednym utworze przestrzegają rodziców, by zaszczepili na nią dzieci), przez co muszą jeździć do końca życia na wózkach, skonstruowanych specjalnie dla nich. Teraz wydali płytę, jeżdżą i koncertują po świecie, oczarowując cały świat. Mimo wszystko nadal mieszkają na ulicy.<br />
Koncert był jednym z najbardziej energicznych i przede wszystkich tanecznych na jakich byłem. Kilku panów na wózkach poruszyło cały tłum ludzi. Sami zresztą też tańczyli &#8211; po swojemu. Jeden z nich stał o kulach. Choroba zniekształciła mu nogi, które były znacznie mniejsze od reszty ciała. Jednak przez cały koncert muzyk kręcił się, skakał, podnosił i po prostu tańczył.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/26.png" alt="staff" width="500" height="150" /></p>
<p style="text-align: left;">Nie sposób było nie zauważyć ogromnej radości i pozytywnej energii jaką niesie ich muzyka oraz oni sami. Jak sami mówią, inwalidą nie jest się w ciele, lecz w umyśle &#8211; oni tymi inwalidami na pewno nie są. Taneczne rytmy przypominające trochę żywsze <strong>Buena Vista Social Club</strong> w afrykańskiej wersji, tworzyły, oprócz gitar, bębenki, perkusja zrobiona z dziwnych puszek i pojemników, wszelkie grzechotki i przeszkadzajki (jednemu członkowi owa grzechotka wypadła z ręki na początku koncertu, co było nieco zabawnym widokiem ; ) oraz jednostrunowy, własnoręcznie stworzony instrument elektryczny. Miał dziwny, piskliwy dźwięk pasujący jednak bardzo do tej muzyki. Większość solówek była grana właśnie na nim. Warto też wspomnieć, że zespół przyczynił się do wysokiej frekwencji na pierwszych wyborach w Kongo. Nagrali utwór zachęcający do głosowania, który często był puszczany w tamtejszym radiu. Ludzie którzy nie do końca jarzyli co to są wybory, jak działają i czy coś zmienią, zapewne poprzez ten kawałek chociaż po części zechcieli pójść głosować. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=Xkd1ui4tFPc"> Staff Benda Bilili zrobili na publiczności niesamowite wrażenie</a>, a ta odwdzięczała się im gromkimi brawami i oczywiście genialną zabawą pod sceną.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/24.png" alt="staff" /></p>
<p style="text-align: left;">Drugiego dnia główną atrakcją był zespół z Chin prezentujący mieszankę tradycyjnej mongolskiej muzyki z lekkim rockowym zacięciem. Hanggai przeniósł cała publikę na azjatyckie stepy, zabrał nas z dala od cywilizacji. Zaczęli od jednego z ich największych hitów &#8211; &#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=MMrjcJpxSlo"><strong>Wuji</strong></a>&#8221; (szkoda, że nie zagrali go pod koniec koncertu). Azjaci oprócz tradycyjnych rockowych instrumentów (gitara, bas, perkusja), szaleli także na sprzęcie z ich regionu &#8211; dziwną, dwustrunową gitarową rzecz oraz <em>coś</em> na kształt mniejszego kontrabasu. Ale najważniejszym instrumentem pozostał głos wokalistów &#8211; charakterystyczny, tradycyjny gardłowy śpiew Mongołów. Robił niesamowite wrażenie. Hanggai zagrali całą swoją debiutancką płytę. Na końcu bisowali chyba swój najbardziej koncertowy kawałek &#8211; &#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=3H2bOoCIXaM"><strong>Drinking Song</strong></a>&#8220;, grając go jeszcze szybciej i energiczniej niż na płycie. Cała publika oczywiście współpracowała ; )</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="hanggai" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/27.png" alt="" width="500" height="150" /></p>
<p style="text-align: left;">Nie widziałem całego występu, ale nie mogę nie wspomnieć tutaj o wielojęzycznej afrykańskiej artystce &#8211; <strong>Nawal</strong>. Kobieta czarowała słuchaczy piękną, szczerą muzyką. Niezwykle nastrojowe i czarujące przedstawienie. W dodatku muzułmanka (sufizm) głosiła ze sceny piękne i bardzo mądre rzeczy o życiu, miłości i o ludziach (co dodało trochę hippisowskiego klimatu).</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2a.png"><img class="size-full wp-image-2366 aligncenter" title="2a" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2a.png" alt="" width="500" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Następnego, ostatniego już dnia zdążyłem przyjść na końcówkę występu <strong>Fanfara Transilvania</strong> z Rumuni. Przeczekałem jednak spokojnie, aż panowie z dęciakami zejdą ze sceny i szybko udałem się do namiotu, by zająć dobre miejsca z przodu. Czekał mnie występ polskiego <strong>Motion Trio</strong> &#8211; trzech panów robiących cuda na akordeonach. Słyszałem o nich wiele dobrego i miałem duże oczekiwania względem tego koncertu. Nie zawiodłem się. Akordeoniści pokazali nam, że na ich instrumentach da się zagrać wszystko: motywy klezmerskie, folkowe, a nawet <a href="http://www.youtube.com/watch?v=mT8ybqLQ-aA">dyskotekowe (!)</a>. (Beat tworzony poprzez uderzanie w mikrofon to genialny pomysł.) Kunszt muzyków robił wrażenie. Publika z fascynacją wpatrywała się w zgrabnie poruszające się palce po klawiszach, z zawrotną szybkością. Oklasków nie było końca, a słuchacze żądali bisu po kilka razy.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2b.png"><img class="size-full wp-image-2370 aligncenter" title="2b" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2b.png" alt="" width="500" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Następny w kolejce był <strong>Speed Caravan</strong>. O zespole słyszałem tylko tyle, że rok temu na Openerze pozytywnie zaskoczyli publikę. W tym roku takie zaskoczenie spotkało i mnie. Algierskiemu zespołowi parającymi się rockową stylistyką z arabskimi motywami udało się rozkołysać publiczność, przynajmniej tak jak Staff Benda Bilili. Miało się przy tym wrażenie, że każdy z muzyków jest mistrzem w swojej klasie. Frontman grający na <em><a href="http://www.brianjensen.co.uk/blog/uploaded_images/oud_turkish-771294.jpg">oudzie</a></em>, używał do niego nawet przesteru, a jego gra brzmiała lepiej niż niejednego grajka elektrycznej gitary. Basista śmiało mógłby dołączyć do <strong>Primusa</strong>, <strong>Rage Against The Machine </strong>czy <strong>Red Hot Chili Peppers</strong>. Ahh, ten groove &#8211; po prostu wirtuoz. Poza tym galopująca perkusja i pani za laptopem, doprawiająca wszystko szczyptą elektroniki. Jeden z żywszych występów Ethno Portu.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="caravan" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/28.png" alt="" width="500" height="150" /></p>
<p style="text-align: left;">Kolejnym koncertem było fińskie <strong>Wimme</strong>. Muzycy wystąpili w namiocie. Na scenę weszło czterech panów &#8211; saksofonista, wokalista, bębniarz (bynajmniej nie grał na zwykłej perkusji) oraz gitarzysta. Za nimi rozpościerała się płachta, na której wyświetlane były dziwne, komputerowe wizualizacje (które, jak się potem okazało, całkiem nieźle pasowały do muzyki, chociaż ja przez większość czasu miałem oczy zamknięte). Pan za mikrofonem specjalizuje się w tradycyjnym, lapońskim śpiewie<em> joik</em>. Trudno opisać muzykę, która dobiegała do naszych uszu. Oprócz prostych i przyjemnych, tradycyjnych utworów, pojawiły się też bardziej rozbudowane, powiedziałbym że lekko post-rockowe (na kształt mroczniejszego i zimniejszego <strong>Sigur Rós</strong>). Długie, budujące napięcie, niesamowicie obrazotwórcze dźwięki znacznie bardziej przypadły mi do gustu. Transujący dźwięk bębna i nakładające się dźwięki różnorakich instrumentów ogromnie pobudzały wyobraźnię widzów. Osobiście bardzo wzruszył mnie ten koncert. Musze też wspomnieć o świetnym &#8220;kontakcie&#8221; wokalisty. Otóż mówił on dużo i z zapałem do publiczności, ale po&#8230; fińsku. Na co słuchacze odpowiadali salwą śmiechu : ) Na koniec rozbawił nas jeszcze bardzo sympatyczną piosenką o piesku, naśladując szczekanie, warknięcia i skamlenie psiaka.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2a1.png"><img class="size-full wp-image-2369 aligncenter" title="2a" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2a1.png" alt="" width="500" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o klubie i o tym, co tam się działo po wszystkich koncertach, każdej nocy. &#8220;Didżej chińczyk&#8221;, a właściwie <strong>DJ Zhao</strong> tworzył cuda w tym małym, ciasnym pomieszczeniu (złożonym, nomen omen z kontenerów). Zhao łączy orientalne klimaty z klubowym brzmieniem. W ostatni dzień festiwalu nastąpiła kulminacja tanecznej energii &#8211; parkiet zapchany, tłoczno, wszędzie dym, gwarno, parnie. Część ludzi leżała na wielgachnych poduchach porozrzucanych zamiast zwykłych kanap/foteli, reszta natomiast bujała się przy organicznych, potężnych rytmach. Każdy kto chciał, w dodatku urozmaicał występ graniem na wielkich bębnach czy wszelkich mniejszych bębenkach (gdy Zhao na paręnaście minut przestał grać, publika sama wzięła sprawę w swoje ręce i zaczęła grać na czym popadnie lub klaskać, a nikt nie przestał tańczyć). Rozszalały tłum dawał upust swej energii do bladego świtu, po czym wszyscy rozeszli się w swoją stronę i każdy zdał sobie sprawę, że to już koniec wielkiej, etnicznej podróży po świecie&#8230;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2c.png"><img class="size-full wp-image-2368 aligncenter" title="2c" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/2c.png" alt="" width="500" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: left;">Ethno Port zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Nie sposób było zobaczyć wszystkiego, z różnych powodów, czego bardzo żałuję. Jednak wszystkie występy które ujrzałem, zapamiętam na długo. Słabego nie uświadczyłem. Klimat festiwalu, który tworzyło mnóstwo kolorowych, pięknych ludzi od razu przypadł mi do gustu. Jedyne czego zabrakło, to pola namiotowego (podobno było rok temu, mam nadzieję, że organizatorzy za rok znowu o tym pomyślą). Świetna impreza, pozwala posmakować trochę kultury z kompletnie innego świata, poznać ciekawe osoby i świetnie się bawić. Z pewnością za rok przeczytacie kolejną relację na Winylu z tego wydarzenia ; )</p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/24/ethno-port-%e2%80%93-17-19-06-10-poznan/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Anathema &#8211; We&#8217;re Here Because We&#8217;re Here</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/13/anathema-were-here-because-were-here/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/13/anathema-were-here-because-were-here/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Jun 2010 22:16:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Szwedo</dc:creator>
				<category><![CDATA[alternative]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2328</guid>
		<description><![CDATA[
 
Horizons, Anathema, Everything, A Simple Mistake, Paradigm Shift. Tych nazw było pewnie więcej, jednak tylko tyle spamiętałem. Według mnie wybrali w końcu możliwe najgorszą propozycje.

No, ale nazwa się nie liczy. Jak dla mnie mogliby nawet zatytułować to &#8220;kupa&#8221;, jeżeli tylko materiał byłby świetny. Tytułów dużo, bo długo na tę płytę czekaliśmy. Pierwsze wzmianki że [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/SeaOfCowards_cover.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-2197" title="SeaOfCowards_cover" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/13.png" alt="" width="200" height="200" /></a></strong></p>
<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-JS.png" alt="" width="100" height="100" /></a><strong> </strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>H</strong></span>orizons, Anathema, Everything, A Simple Mistake, Paradigm Shift. Tych nazw było pewnie więcej, jednak tylko tyle spamiętałem. Według mnie wybrali w końcu możliwe najgorszą propozycje.</p>
<h2><span id="more-2328"></span></h2>
<p>No, ale nazwa się nie liczy. Jak dla mnie mogliby nawet zatytułować to &#8220;kupa&#8221;, jeżeli tylko materiał byłby świetny. Tytułów dużo, bo długo na tę płytę czekaliśmy. Pierwsze wzmianki że album wychodzi tuż, tuż (tracklisty, utwory grane na żywo itp.) znalazłem z 2006 roku (!). W tym czasie oczywiście intensywnie koncertowali, nagrali <a href="http://www.winyl.info/2008/09/03/anathema-hindsight/">płytę akustyczną</a>&#8230; a fani czekali na coś naprawdę nowego. W sumie od wydania ich <a href="http://www.winyl.info/2008/03/10/anathema-a-natural-disaster/">ostatniej studyjnej płyty</a> minęło 7 lat.  Gdy w końcu pokazali okładkę, zwiastującą całkiem miły, świeży materiał, każdy wiedział że <strong>We&#8217;re Here Because We&#8217;re Here</strong> jest już gotowe i niedługo będzie można ocenić długie lata pracy (albo i nie pracy). W międzyczasie fanów doszły słuchy, że produkcją zajął się <strong>Steve Wilson</strong>. Człowiek który lubi wdrażać swoje nowe, w większości nudne oblicze <strong>Porcupine Tree</strong> do biednych, niczemu niewinnych zespołów. Warto jeszcze wspomnieć, że od 2-3 lat zespół udostępniał za darmo trzy utwory w sieci, które miały pojawić się na wydawnictwie. I pojawiły się.</p>
<p>Ogólnie podzieliłbym utwory z albumu na cztery kategorie:</p>
<ul>
<li>Kategoria A: &#8220;<strong>Thin Air</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Summernight Horizon</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Dreaming Light</strong>&#8220;</li>
<li>Kategoria B: &#8220;<strong>Everything</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Angels Walk Among Us</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>A Simple Mistake</strong>&#8220;</li>
<li>Kategoria C: &#8220;<strong>Presence</strong>&#8220;<strong>, </strong><strong>&#8220;Hindsight</strong>&#8220;</li>
<li>Kategoria D: &#8220;<strong>Get Off Get Out</strong>&#8220;<strong>, </strong>&#8220;<strong>Universal</strong>&#8220;</li>
</ul>
<h3>Kategoria A</h3>
<p>Gdyby tak brzmiała cała płyta, byłaby to z pewnością jedno z najlepszych, jeżeli nie najlepsze dzieło post-doomowej <strong>Anathemy</strong>. Świeże, lekko post-rockowe, intensywne brzmienie. Delikatne, ale też dynamiczne. Lekkie i przyjemne, wręcz popowe wokale i marzycielsko brzmiące instrumenty. Wokale to jak zwykle największy plus, zwłaszcza kobiecy, w drugim utworze. Jest energia, jest dobra, nowa Anathema &#8211; jest świetny początek płyty.</p>
<h3>Kategoria B</h3>
<p>Kategoria B to utwory, które były udostępnione wcześniej na stronie zespołu. Nie wiem, czy to przez pryzmat tego że znałem je wcześniej, czy po świetnych trzech pierwszych utworach, ale straciły jednak na swojej atrakcyjności. Zostały oczywiście nagrane na nowo i o ile &#8220;Angels Walk Among Us&#8221; i  &#8220;A Simple Mistake&#8221; nie straciły na brzmieniu, ani nie zyskały (chociaż wcześniej już nie powalały), to w &#8220;Everything&#8221; popełniono straszny błąd. Z jednego z lepszych Anathemowych utworów, zrobił się po prostu dobry. To wszystko za sprawą strasznie usztuczionych względem pierwowzoru klawiszy. Zostały bardziej wyszczególnione i brzmią o wiele gorzej. <a href="http://www.youtube.com/watch?v=1L5CZCAQ-aI">Tutaj</a> macie pierwszą wersje, a <a href="http://www.youtube.com/watch?v=f7BtPeVxeZw">tu</a> z We&#8217;re Here Because We&#8217;re Here. Porównajcie sami.</p>
<h3>Kategoria C</h3>
<p>Są to dwa instrumentalne utwory. W obydwóch czuć duże naleciałości post-rocka &#8211; budowanie klimatu, przyjemny instrumentalizm i jakiś tam podniosły, motywujący nagrany głos jakiejś kobiety i mężczyzny. Mimo, że to nic oryginalnego, przyjemność z tego duża.</p>
<h3>Kategoria D</h3>
<p>Nuda. Wilson chyba zabardzo wczuł się w swoją pracę. Słychać to zwłaszcza na &#8220;Get Off, Get Out&#8221;. Nic ciekawego, kiepska praca instrumentów, przeciętne wokale &#8211; nie chce się tych utworów słuchać. &#8220;Universal&#8221; JAKO TAKO daje jeszcze radę, niestety są to na pewno dolne rejony Anathemowych możliwości.</p>
<p>Generalnie płyta zła nie jest. Nie nagrali drugiego <strong>Judgement</strong> czy<strong> A Fine Day To Exit</strong> (kompletnie nie rozumiem tych płyt), za co jestem im wdzięczny. Nie jest to też kalka całkiem dobrego, <strong>A Natural Disaster</strong>. Przede wszystkim Anglicy mniej już płaczą, teraz patrzą bardziej w rejony &#8220;nadziei&#8221;, &#8220;miłości&#8221; i bardziej pozytywnych emocji. Kiedyś myślałem, że Anathema w takim wydaniu to będzie zupełna kicha, ale zupełną kichą nie jest. Nie jest niestety też niczym wielkim. Gdyby z udostępnionych utworów (kategoria B) zrobić EPkę, kategorię D wywalić i dograć więcej z A i C to byłaby to naprawdę świetna płyta. Stylistyka przyjemnego, lekkiego i emocjonalnego grania jak najbardziej mi odpowiada, oby tylko na następnym krążku nie zapraszali żadnego producenta, a skupili się na swoim stylu. W końcu to doświadczony zespół. No i poproszę więcej głosu pani Lee na następnym albumie : )</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">Ocena: 6/10</span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=ea1gtXccCB0">Thin Air</a>&#8221; – 5:59</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Fm6tNdVYAOo">Summernight Horizon</a>&#8221; – 4:12</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=LBtFYJPbayg">Dreaming Light</a>&#8221; – 5:47</strong></li>
<li><strong>&#8220;Everything&#8221; – 5:05</strong></li>
<li><strong>&#8220;Angels Walk Among Us&#8221; – 5:17</strong></li>
<li><strong>&#8220;Presence&#8221; – 2:58</strong></li>
<li><strong>&#8220;A Simple Mistake&#8221; – 8:14</strong></li>
<li><strong>&#8220;Get Off Get Out&#8221; – 5:01</strong></li>
<li><strong>&#8220;Universal&#8221; – 7:19</strong></li>
<li><strong>&#8220;Hindsight&#8221; – 8:10</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: </strong><strong>58:05</strong></p>
<p><strong>Premiera: 31 maja, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/13/anathema-were-here-because-were-here/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Soulfly &#8211; Omen</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/07/soulfly-omen/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/07/soulfly-omen/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jun 2010 18:20:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MastaBanana</dc:creator>
				<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[thrash metal]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2287</guid>
		<description><![CDATA[ 

Drodzy słuchacze, oddani fani. Czas na zmiany! Koniec z tribalowymi motywami. Koniec z nowoczesnym i świeżym podejściem do metalu. Nigdy więcej klasycznych zagrywek Rizzo. Zapomnijcie o jakichkolwiek urozmaiceniach! Od dzisiaj tylko ostry nakurw! Wracamy do czasów &#8220;Rządów we Krwi&#8221;! Niepotrzebnemu kombinowaniu mówimy stanowcze nie. Portugalski język, berimbau &#8211; nigdy więcej. Liczy się tylko ostra [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niszcz.png" alt="niszczuk" /> <img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Masta.png" alt="Masta" /><br />
<img class="alignright" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/omen.jpg" alt="" width="200" height="200" /><br />
<span style="font-size: 24px;"><strong>D</strong></span>rodzy słuchacze, oddani fani. Czas na zmiany! Koniec z tribalowymi motywami. Koniec z nowoczesnym i świeżym podejściem do metalu. Nigdy więcej klasycznych zagrywek <strong>Rizzo</strong>. Zapomnijcie o jakichkolwiek urozmaiceniach! Od dzisiaj tylko ostry nakurw! Wracamy do czasów &#8220;Rządów we Krwi&#8221;! Niepotrzebnemu kombinowaniu mówimy stanowcze nie. Portugalski język, berimbau &#8211; nigdy więcej. Liczy się tylko ostra jazda bez trzymanki. Obiecujemy Wam superciężkie i superszybkie połączenie muzyki klasyków thrashu i hardcore punka. Chcecie prawdziwego thrashu od <strong>Maxa Cavalery</strong>? Chcecie prawdziwego pierdolnięcia? Wybierzcie <strong>Soulfly</strong>! Wybierzecie <strong>Omen</strong>!!! Lista wyborcza nr 7.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/Untitled-11.png" alt="CavaleraTusk" /></p>
<p><span id="more-2287"></span></p>
<p>- E, panie Kaziu, ten kandydat, cośmy głosowali na niego &#8211; ten Cavalera cały &#8211; to nie był dobry wybór, wie pan?<br />
- Ło panie, teraz pan mi to mówisz? Trzeba było tak gadać przed wyborami, bo tera to każdy jeden mądry.<br />
- No ale jak gadał na tym przemówieniu, to kto by pomyślał, co to będzie z nim? Ja żem myślał, że koniec z tribalowymi motywami to na dobre wyjdzie.<br />
- Niby na <strong>Conquerze</strong> też ich było mało, a płyta, jak to dzisiejsza młodzież mówi? Zajebista? Chyba. Ale z drugiej strony te trajbale czy coś tam to ich znak rozpoznawczy był.<br />
- Ano, mało ich było na ostatniej płycie, ale było wiadomo, kto to gra i klimat robiło. Tak samo z solówkami, dobre one były, a teraz co? Wszystkie takie same.<br />
- Co więcej, jedna z nich (w &#8220;<strong>Great Depression</strong>&#8220;) zaczyna się niemal identycznie jak ta z &#8220;<strong>Bloodbrawl</strong>&#8221; <strong>Cavalera Conspiracy</strong>. Oj, Mareczek się nie przyłożył zbytnio tym razem. W ogóle brzmienie jego gitary to jakaś porażka jest, niczym występy polskiej reprezentacji w ostatnich eliminacjach.<br />
- Prawda, panie, prawda. Poza tym żem myślał, że jak Cavalera obiecuje powrót do <strong>Slayera</strong>, to będą krótkie utworki, szybkie a konkretne.<br />
- No długie to one raczej nie są, ale konkretne to może ze dwa albo trzy. Obiecał pierdolnięcie i gdzie ono jest panie Władku? No gdzie? Bandyta i złodziej z tego Cavalery!<br />
- Prawda to jest. Pierdolnięcie zanikło, więcej go było, jak Cavalera nic nie obiecywał, tylko majstrował z tą całą falą nowego metalu.<br />
- Ta. Ja to już stary jestem i może już słabo słyszę, ale czy nie wydaje się szanownemu panu, że to wszystko jest jakby bez ładu i składu?<br />
- Słusznie pan gada. To takie pójście na łatwiznę.<br />
- Myślą, że naiwny lud to kupi. Bandyty!<br />
- I kłamcy! Panie, gdzie ten hardcore punk i superciężar?<br />
- Ani jednego, ani drugiego nie ma. Znaczy się punk jest na samym początku płyty. Chcieli zacząć z wykopem, ale chyba nie bardzo im wyszło.<br />
- A ja panu powiem, że ten początek to może i słaby pomysł, ale utworek dobry. Ino jeden z niewielu dobrych.<br />
- Jak już pan żeś wspomniał o mocnych stronach albumu, to ja jestem zdania, że naprawdę wysoki poziom trzyma tylko &#8220;<strong>Counter Sabotage</strong>&#8220;, bo zapowiadany duch Slayera się nad nim unosi. Takie &#8220;<strong>Kingdom</strong>&#8221; czy &#8220;<strong>Rise of the Fallen</strong>&#8221; na innych albumach byłyby co najwyżej średniakami.<br />
- Ano, choć oprócz pierwszego utworu i &#8220;Counter Sabotage&#8221; właśnie, to te dwa utwory, mimo że typowe dla Soulfly, są sensowne.<br />
- Z początku zaproszenie pana <strong>Puciato</strong>, tego z tych dziwolągów <strong>Dillingerów</strong>, nie wydawał się szczególnie trafionym pomysłem, ale w porównaniu z resztą płyty jest całkiem dobrze. Czego nie da się powiedzieć o featuringu drugiego gościa, który chyba nic nie wnosi.<br />
- Ja to już nawet nie pamiętam, kto jest tym drugim gościem, tak po prawdzie mówiąc. A nigdy nie miałem z tym problemów na ich płytach.<br />
- Bo równie dobrze, to Cavalera mógł tam ryczeć. Ciekawi mnie czy nadąży przy tych nowych kawałkach, przy takim &#8220;<strong>Vulture Culture</strong>&#8221; chociażby. Zdziadział Maxiu ostatnio bardzo.<br />
- Może to dlatego dostaliśmy taką płytę?<br />
- Oj tam. <strong>Araya</strong> i <strong>King</strong> są jeszcze starsi, a <strong>World Painted Blood</strong> wyszło im znakomite.<br />
- Ale oni ciągle nakurwiają to samo, panie Kaziu.<br />
- W sumie to bym wolał drugą płytę w stylu debiutu czy &#8220;<strong>Prophecy</strong>&#8221; albo nawet &#8220;<strong>Dark Ages</strong>&#8221; niż to coś. Ale cóż…<br />
- Też bym nie narzekał.<br />
- Trzeba było głosować na tego <strong>Kupichę</strong> czy jak mu tam.</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong>Ocena: 5/10</strong></span></p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8220;Bloodbath &amp; Beyond&#8221; &#8211; 2:31</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=2R8EdNHasic">Rise of the Fallen</a>&#8221; &#8211; 4:33</strong></li>
<li><strong>&#8220;Counter Sabotage&#8221; &#8211; 3:57</strong></li>
<li><strong>&#8220;Jeffrey Dahmer&#8221; &#8211; 3:05</strong></li>
<li><strong>&#8220;Lethal Injection&#8221; &#8211; 3:55</strong></li>
<li><strong>&#8220;Great Depression&#8221; &#8211; 2:52</strong></li>
<li><strong>&#8220;Mega-Doom&#8221; &#8211; 4:22</strong></li>
<li><strong>&#8220;Kingdom&#8221; &#8211; 4:01</strong></li>
<li><strong>&#8220;Off With Their Heads&#8221; &#8211; 3:05</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=-zrovfZGsIE">Vulture Culture</a>&#8221; &#8211; 3:50</strong></li>
<li><strong>&#8220;Soulfly VII&#8221; &#8211; 4:23</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 40:34</strong></p>
<p><strong>Premiera: 25 maja, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/07/soulfly-omen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kim Nowak &#8211; Kim Nowak</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/06/01/kim-nowak-kim-nowak/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/06/01/kim-nowak-kim-nowak/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Jun 2010 07:24:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Nikołajewicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[alternative]]></category>
		<category><![CDATA[noise]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[garage rock]]></category>
		<category><![CDATA[noise rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2262</guid>
		<description><![CDATA[
Niby nagrane na żywo, ale są overduby. Niby garażowe brzmienie, ale wydobywane z nowych Fenderów i dużych wzmacniaczy. Wszystko fajnie, tylko kto do cholery tagował to swego czasu na Rate Your Music jako „stoner rock”?

Kim Nowak – pojawili się znikąd, wyskoczyli na MySpace niczym przysłowiowy Filip z konopi, od razu wzbudzając zainteresowanie całej masy ludzi. [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Niko.png" alt="Nikołajewicz" /><img src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/kimnowak.jpg" alt="kimnowak" width="200" height="200" align="right" /></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong>N</strong></span>iby nagrane na żywo, ale są overduby. Niby garażowe brzmienie, ale wydobywane z nowych Fenderów i dużych wzmacniaczy. Wszystko fajnie, tylko <a href="http://rateyourmusic.com/release/album/kim_nowak/kim_nowak/" target="_blank">kto do cholery tagował to swego czasu na Rate Your Music jako „stoner rock”</a>?</p>
<p><span id="more-2262"></span></p>
<p><strong>Kim Nowak</strong> – pojawili się znikąd, wyskoczyli na MySpace niczym przysłowiowy Filip z konopi, od razu wzbudzając zainteresowanie całej masy ludzi. Projekt, za którym stoją <strong>bracia Waglewscy</strong> i aktualny gitarzysta <strong>Tworzywa Sztucznego</strong>. Cel – zrobić płytę inspirowaną muzycznymi miłościami członków zespołu z czasów liceum i podać ją słuchaczom w formie przywodzącej na myśl zupełnie nieprofesjonalne nagrania „na setkę” robione w garażu przy pomocy, dajmy na to, magnetofonu „Kasprzak” (taki luźny przykład – w sumie <strong>Pidżama Porno</strong> nagrała w 1989 roku „<strong>Ulice jak stygmaty</strong>” w taki właśnie sposób).<br />
A jak jest w praktyce? Plan swój spełnili, gdyż jest przede wszystkim surowo i hałaśliwie – solówek raczej brak, a czasem nawet da się odczuć taki „senny” klimat <strong>Sonic Youth</strong> czy inspiracje bardziej klasycznym rockiem. Nauka przyswojona przez Wagli podczas robienia płyty z ojcem też nie poszła w las, gdyż łatwo wychwycić wpływy<strong> </strong><strong>Męskiej Muzyki</strong> na twórczość Kim Nowak.<br />
Tak więc mamy szalejącą perkusję, dużo przesteru, punkowe chórki („<em>King kong! King kong!</em>”), nieco psychodelii czy spokojniejszych dźwięków, a do tego całkiem ładne teksty Fisza, które (jak czytamy w oficjalnym komunikacie wytwórni) „<em>opowiadają o śmierci, przemijaniu, morderstwie, niedojrzałości, emocjach, prawdziwej miłości</em>”. Do wyboru, do koloru. Nie gryzie się to ze sobą, nie ma również usilnych nawiązań do nastoletnich czasów (tu piję do płyty <strong>Heavi Metal</strong>), za to dobrze się tego słucha – takie krzyczane czy nucone słowa nie będące frazesami („<em>powiedz wszystkim dookoła / że jesteśmy teraz wyspą</em>” – IMO mistrzowski fragment).<br />
Kolejna wolta stylistyczna wyszła Waglewskim na dobre, podkreślając ich swoistą uniwersalność – robią hip-hop, bawili się w quasi-jazzowe tematy, teraz nagrali punkową płytę. Kim Nowak nie porwał mnie co prawda tak jak arcysmutne <strong>F3</strong> czy trochę absurdalny <strong>Wielki ciężki słoń </strong>Tworzywa, ale też jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Do słuchania w autobusie czy gdzieś na imprezie.</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="font-size: 30px;"><strong><strong>Ocena: 7/10</strong></strong></span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"><strong><strong><br />
</strong></strong></span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<hr /><!-- hr--></p>
<ol>
<li><strong>&#8220;King Kong&#8221; &#8211; 1:23</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=EhIadleiQgA" target="_blank">Szczur</a>&#8221; &#8211; 5:08</strong></li>
<li><strong>&#8220;Rekin&#8221; &#8211; 4:18</strong></li>
<li><strong>&#8220;Sierpień&#8221; &#8211; 2:48</strong></li>
<li><strong>&#8220;</strong><a href="http://www.youtube.com/watch?v=87WspZQLSHM" target="_blank"><strong>Pistolet</strong></a><strong>&#8220;</strong><strong> &#8211; 5:39</strong></li>
<li><strong>&#8220;Biegnij&#8221; &#8211; 3:40</strong></li>
<li><strong>&#8220;Nóż&#8221; &#8211; 4:40</strong></li>
<li><strong>&#8220;Spacer&#8221; &#8211; 5:16</strong></li>
<li><strong>&#8220;Grom&#8221; &#8211; 4:25</strong></li>
<li><strong>&#8220;AAA!&#8221; &#8211; 2:16</strong></li>
<li><strong>&#8220;Dres&#8221; &#8211; 2:23</strong></li>
<li><strong>&#8220;Urodziny&#8221; &#8211; 3:19</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 45:15</strong></p>
<p><strong>Premiera: 14 maja, 2010</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/06/01/kim-nowak-kim-nowak/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konfrontacja: Fear Factory vs Arkaea</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/05/29/konfrontacja-fear-factory-vs-arkaea/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/05/29/konfrontacja-fear-factory-vs-arkaea/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 29 May 2010 20:40:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Nook</dc:creator>
				<category><![CDATA[industrial]]></category>
		<category><![CDATA[metal]]></category>
		<category><![CDATA[industrial metal]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2238</guid>
		<description><![CDATA[
„Konfrontacja” to zupełnie nowy cykl artykułów, który od dziś, z różną częstotliwością będzie się pojawiać na Winylu. Konfrontować będą się tutaj krążki zespołów, które zwykle mają coś ze sobą wspólnego. Skład, gatunek, rodowód czy też inne, nie do końca widoczne na pierwszy rzut oka rzeczy. Na pierwszy ogień, drodzy Czytelnicy, starcie dwóch metalowych ekip, których [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Nook.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1737" title="Avek-Nook" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/03/Avek-Nook.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p><strong>„<span style="font-size: 24px;">K</span>onfrontacja”</strong> to zupełnie nowy cykl artykułów, który od dziś, z różną częstotliwością będzie się pojawiać na <strong>Winylu</strong>. Konfrontować będą się tutaj krążki zespołów, które zwykle mają coś ze sobą wspólnego. Skład, gatunek, rodowód czy też inne, nie do końca widoczne na pierwszy rzut oka rzeczy. Na pierwszy ogień, drodzy Czytelnicy, starcie dwóch metalowych ekip, których dzieli wspólna muzyczna przeszłość.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" title="konf" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/06/konfrontracja1.png" alt="" width="600" height="200" /></p>
<p><span id="more-2238"></span></p>
<p><strong>Fear Factory</strong> nie trzeba specjalnie nikomu przedstawiać.  Zespół który miał niesamowity wpływ na kształt nowoczesnego metalu. Chirurgiczna wręcz precyzja zgrania brutalnych, rwanych gitarowych riffów z sekcją rytmiczną była (i nadal jest) znakiem rozpoznawczym tego zespołu. Dodając do tego mocno elektroniczną, futurystyczną otoczkę i ostry gardłozdzier tu i ówdzie przeplatany melodyjnymi zaśpiewami mam kompletny obraz projektu.</p>
<p><strong>Arkaea</strong> to nowa nazwa w światku szeroko pojętego nowoczesnego metalu. Nazwa nowa, ale członkowie tej ekipy to starzy wyjadacze. Mam tu na myśli zwłaszcza <strong>Christiana Olde Wolbersa</strong>, który w niegdyś w Fear Factory operował basem i w późniejszym okresie gitarą elektryczną, oraz <strong>Raymonda Herrerę</strong> – niegdysiejszego bębniarza Fabryki Strachu. Skład uzupełniają gardłowy <strong>Jon Howard</strong> i basista <strong>Pat Kavanagh</strong> z kanadyjskiego melodeathowego <strong>Threat Signal</strong>.</p>
<p>O Wolbersie i Herrerze w kontekście FF, jak zauważyliście, napisałem „niegdyś”. A to dlatego, że frontman ekipy<strong> Burton C. Bell</strong> formując Fabrykę Strachu AD 2010 zrobił swoim kolegom niemiłego psikusa zapraszając zamiast nich do składu <strong>Gene’a Hoglana</strong> (legendarny bębniarz mający za sobą występy chociażby w <strong>Death</strong>, <strong>Testament</strong> czy <strong>Strapping Young Lad</strong>)  oraz… gitarzystę <strong>Dino Cazaresa</strong>, który, w delikatnie mówiąc, dość niemiłej atmosferze, opuścił FF po wydaniu albumu <strong>Digimortal</strong>. Panowie z Arkaea zostali więc w niezłej kropce. Ale starczy tego historycznego tła i pora przejść do „mięska” czyli zawartości obu albumów.</p>
<p><strong>Mechanize</strong> Fabryki Strachu i <strong>Years in The Darkness</strong> Arkaea dzieli niewiele ponad pół roku. Pierwszym co można zauważyć słuchając obu płyt jest brzmienie. Pod tym względem krążki różnią się diametralnie. Ten pierwszy brzmi sterylnie, zimno, a całość robi wrażenie precyzyjnie zaprogramowanej maszyny do zabijania. Znowuż Years In The Darkness  poszło w dokładnie tym samym kierunku co<strong> Transgression</strong> – ostatni album FF z Herrerą i Wolbersem na pokładzie. Całość dysponuje podobną siłą ognia, ale brzmi zdecydowanie bardziej organicznie. Człowiek kontra maszyna?  Zapewne.</p>
<p>W kwestii samej techniki grania, zdecydowanie lepiej wypadają panowie z Fear Factory. Jeśli chodzi o operowanie bębnami Hoglan idzie o krok dalej niż jego poprzednik. Partie perkusji są zdecydowanie bardziej urozmaicone jak również bardziej brutalne. Pierwszy raz od czasów <strong>Soul of a New Machine</strong> na płycie Fear Factory mamy bowiem do czynienia z blast-beatami  Jeśli chodzi o panów z Arkaea, to odnoszę wrażenie, że miejscami jakby bali się wrzucić piąty bieg. Bo „Lata w ciemności” aż się proszą o przyblastowanie tu i ówdzie.</p>
<p>Gitary, natomiast, w obu przypadkach są „ostre jak brzytwa”. Na pana Cazaresa można narzekać, że na Mechanize jego partie są wtórne (zwłaszcza względem jego projektu <strong>Divine Heresy</strong>), ale w gruncie rzeczy to jest to, czego się po nim spodziewałem. Jest precyzja, jest brutalność, czego chcieć więcej? Wolbers znowuż w niczym mu nie ustępuje, stylowo to bardzo podobni gitarzyści.</p>
<p>Wokale to zdecydowane zwycięstwo Burtona C. Bella. Kto znał i lubił go za to co wyczyniał w FF, raczej nie zmieni o nim zdania. Na Mechanize spotykamy się ze zdecydowanym darciem mordy (większość płyty), śladowymi ilościami growlu oraz tą chrakterystyczną manierą „śpiewającego robota”. Jon Howard natomiast może irytować swoimi wysokimi krzyko-piskami. Jego melodyjne śpiewanie to też nie jest to, co mogłoby mi się spodobać. Jęcząca, płaska, a miejscami wręcz nu-metalowa maniera zabija całą przyjemność ze słuchania.</p>
<p>Jako całokształt Years in The Darkness wydaje się dosyć monotonna i zagrana na jedno kopyto. Brakuje tu jakichś ciekawych urozmaiceń, jak chociażby zamykający płytę, akustyczno-ambientowy „<strong>Away From The Sun</strong>”. Po dość jednostajnej dawce dźwiękowego ołowiu, raczej nie ma się ochoty na takie minimalistyczne plumkanie. W sumie, gdyby płytę okroić z kilku kawałków, a ww. balladkę wrzucić gdzieś w środek, byłaby to znośna płyta. A tak, mamy do czynienia z albumem, który można przesłuchać raz czy drugi i rzucić w kąt. A szkoda, bo po tego kalibru muzykach spodziewałem się nieco więcej. Fear Factory, w przypadku długości płyty, tego błędu już nie popełnili. Płyta ma moc, sporo się na niej dzieje , zdecydowanie nie nudzi i najważniejsze, trwa dokładnie tyle ile powinna. Mechanize ma też jeszcze jeden niezaprzeczalny atut. A ten nazywa się <strong>Rhys Fulber</strong>. Ten znany producent i wieloletni współpracownik Fabrycznych chłopaków dołożył tutaj swoje przysłowiowe parę groszy. Te zimne, mechaniczne i przede wszystkim nienachalnie brzmiące elektroniczne wstawki w połączeniu ze sterylnym brzmieniem instrumentów i brutalnością samych kompozycji sprawiają, że mamy do czynienia z najbardziej (nie bójmy się tego słowa) „industrialną” płytą w dorobku zespołu. Można tu narzekać, że FF nie odkrywają Ameryki, ale die-hard fani zespołu powinni być wpiekłowzięci.</p>
<p>Werdykt? Maszyny górą. Biada ludzkości.</p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">Mechanize: 7/10</span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">vs<br />
</span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">Years in The Darkness: 4+/10</span></strong></p>
<p><strong><span style="font-size: 30px;"><br />
</span></strong></p>
<hr />
<h2>Arkaea <strong>– </strong><strong>Years In The Darkness</strong></h2>
<ol>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=dbCvi2oFUtE">Locust</a>&#8221; &#8211; 4:26</strong></li>
<li><strong>&#8220;Beneath the Shades of Grey&#8221; &#8211; 5:04</strong></li>
<li><strong>&#8220;Years in the Darkness&#8221; &#8211; 4:15</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=YVPJ6A74i24">Gone Tomorrow</a>&#8221; &#8211; 4:09</strong></li>
<li><strong>&#8220;Awakening&#8221; &#8211; 3:45</strong></li>
<li><strong>&#8220;Black Ocean&#8221; &#8211; 4:10</strong></li>
<li><strong>&#8220;Break the Silence&#8221; &#8211; 5:07</strong></li>
<li><strong>&#8220;Lucid Dream&#8221; &#8211; 3:44</strong></li>
<li><strong>&#8220;My Redemption&#8221; &#8211; 4:13</strong></li>
<li><strong>&#8220;War Within&#8221; &#8211; 4:15</strong></li>
<li><strong>&#8220;The World as One&#8221; &#8211; 4:16</strong></li>
<li><strong>&#8220;Rise Today&#8221; &#8211; 4:37</strong></li>
<li><strong>&#8220;Away From the Sun&#8221; &#8211; 5:41</strong></li>
</ol>
<p><strong>Czas trwania: </strong><strong>57:50<br />
</strong></p>
<p><strong>Premiera: 14 lipca 2009.</strong></p>
<h2><strong>Fear Factory</strong><strong> – </strong><strong>Mechanize</strong></h2>
<ol>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=fDTh13Akdjg">Mechanize</a>&#8221; –  4:41</strong></li>
<li><strong>&#8220;Industrial Discipline&#8221; – 3:38</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=wKSb7Y0mzGY&amp;feature=related">Fear Campaign</a>&#8221; – 4:54</strong></li>
<li><strong>&#8220;Powershifter&#8221; – 3:51</strong></li>
<li><strong>&#8220;Christploitation&#8221; – 4:58</strong></li>
<li><strong>&#8220;Oxidizer&#8221; – 3:44</strong></li>
<li><strong>&#8220;Controlled Demolition&#8221; – 4:25</strong></li>
<li><strong>&#8220;Designing the Enemy&#8221; – 4:55</strong></li>
<li><strong>&#8220;Metallic Division&#8221; – 1:30</strong></li>
<li><strong>&#8220;Final Exit&#8221; – 8:18</strong></li>
</ol>
<p><strong>Czas trwania: </strong><strong>44:48 </strong></p>
<p><strong>Premiera: 5 lutego 2010.</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/05/29/konfrontacja-fear-factory-vs-arkaea/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Prodigy – 22.05.10, Warszawa</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 26 May 2010 11:24:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>renegad</dc:creator>
				<category><![CDATA[breakbeat]]></category>
		<category><![CDATA[electronic]]></category>
		<category><![CDATA[rave]]></category>
		<category><![CDATA[techno]]></category>
		<category><![CDATA[relacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2209</guid>
		<description><![CDATA[



The Prodigy – kapela która łoi ostro już ponad 20 lat i ani trochę nie zwalnia. Choć lata lecą, technika idzie do przodu, rave zdążył dokooptować sobie przedrostek &#8220;nu&#8221;, a zamiast podartych łachmanów, na dupę częściej zakłada się obcisłe portki, to ci panowie jakimś cudem się w tym wszystkim odnajdują. Kultura klubowa jak żadna inna [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png"><img class="alignleft size-full wp-image-1994" title="fuck" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/01/fuck1.png" alt="" width="100" height="100" /></a></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/Prodigy_Wallpaper_3.jpg"><img class="size-full wp-image-2230 aligncenter" title="Prodigy_Wallpaper_3" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/Prodigy_Wallpaper_3.jpg" alt="" width="437" height="150" /></a></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"><strong><strong>T</strong></strong></span><strong>he Prodigy</strong> – kapela która łoi ostro już ponad 20 lat i ani trochę nie zwalnia. Choć lata lecą, technika idzie do przodu, rave zdążył dokooptować sobie przedrostek <em>&#8220;nu&#8221;</em>, a zamiast podartych łachmanów, na dupę częściej zakłada się obcisłe portki, to ci panowie jakimś cudem się w tym wszystkim odnajdują. Kultura klubowa jak żadna inna absorbuje i wprowadza różne wolty stylistyczne (nie tylko muzyczne) idące z duchem czasów i tak też jest z The Prodigy w nowej dekadzie.</p>
<p><span id="more-2209"></span><br />
Po koncercie spodziewałem się wiele. Szczerze to oczekiwałem, że po raz kolejny wyjdę z tego ledwo żywy, ale usatysfakcjonowany. Moja poprzednia styczność z koncertową „<em>mrówką</em>”<em> </em>wyglądała mniej więcej tak „<em>no dobra pójdę na ten koncert, choć znam tylko kilka singli</em>” i wiecie co? To było najlepsze show jakie widziałem. Dlatego też tak duże wymagania miałem względem warszawskiego gigu, bo przecież po poprzednim <strong>Openerze</strong> zdążyłem wkręcić się w dyskografię Brytyjczyków na tyle głęboko, iż żaden utwór zagrany tego wieczoru na Torwarze nie był dla mnie żadną nowością (choć nie do końca).</p>
<p>Jak wspominałem od pamiętnych czasów rave&#8217;owych imprez, w latach &#8216;90 technika zdążyła pójść grubo do przodu. Zespół też już dosyć mocno rozbudowany względem np. roku &#8216;94 gdzie na scenie szalał <strong>Thornhill</strong>, <strong>Maxim</strong> i <strong>Keith</strong>, a za nimi tylko <strong>Liam</strong> obsługujący elektroniczny sprzęt. Tak więc obecne The Prodigy składowo przypomina teraz bardziej zespół rockowy aniżeli elektroniczny.<br />
Odnośnie już samego koncertu to tak &#8211; setlista wymarzona. Z tego co chciałem to nie zagrali tylko &#8220;<strong>Comanche</strong>&#8220;. To samo tyczy się długości koncertu &#8211; 17 utworów w przypadku których, tylko podczas Howlettowego &#8220;<strong>Omen (Reprise)</strong>&#8221; można było chwilę odetchnąć &#8211; z drugiej strony ciężko tu mówić o oddychaniu, temperatura na hali, zwłaszcza w tłocznej pierwszej części płyty (podzielona była barierkami na dwie połówki) była piekielna.<br />
Od samego początku panowie pokazali, że tego wieczoru oszczędzania nie będzie. Zaczęli od &#8220;<strong>World’s On Fire</strong>&#8221; – eksplozja szaleństwa, cała płyta skacze. Zaraz po tym szlagiery w postaci &#8220;<strong>Breathe</strong>&#8220;, &#8220;<strong>Omen</strong>&#8221; i genialnie wręcz wykonanego &#8220;<strong>Poison</strong>&#8220;.<br />
Będąc już przy &#8220;Poison&#8221; wspomnę o nagłośnieniu, z kolegą <strong>Tymkiem</strong> usytuowaliśmy się dosyć blisko sceny, po jej lewej stronie w miejscu gdzie wielkiego ścisku na szczęście nie było (co nie zmienia faktu, że już po kilku utworach przykleiłem się do swojej koszulki) i tam każdy instrument (gitara, perkusja) jak i zestaw zabawek Liama słyszalny był niemalże idealnie. Basy, syntezatory, urywane motywy na perkusji, ale też i riffy – to wszystko brzmiało lepiej niż na płytach i nie piszę tak żeby wzbudzić w kimś zazdrość, tak po prostu to słyszałem.<br />
A więc &#8220;Poison&#8221; i pląsy podczas jego wykonania to chyba jeden z najlepszych momentów koncertu, a co najlepsze zaraz za &#8220;Poison&#8221; mieliśmy kolejny highlight koncertu mianowicie &#8220;<strong>Thunder</strong>&#8220;, z płyty <strong>Invaders Must Die</strong>.<br />
W tym miejscu napomnę o tym o czym wspominałem na początku relacji, czyli o tych stylistycznych woltach, tak więc &#8220;Thunder&#8221; zmieniony był znacząco. Howlett przedstawił Polakom dubstepową jego wersję i śmiem twierdzić, że utwór w tej postaci brzmi o wiele lepiej niż ten albumowy, oraz iż tego typu stylistyka niewątpliwie będzie eksplorowana na kolejnym krążku Liama i spółki. Kapitalne basy, zabawa wokalami Flinta, efekt – ekstatyczne reakcje zgromadzonych wokół ludzi.<br />
Utwory z nowej płyty zachwycały &#8211; wiksa w takty rave&#8217;owego &#8220;<strong>Warrior’s Dance</strong>&#8220;, wyśpiewane à capella przez Polaków &#8220;<strong>Invaders Must Die</strong>&#8221; i kawałek na który chyba czekałem najbardziej czyli &#8220;<strong>Take Me To The Hospital</strong>&#8221; zapodane na bis, to naprawdę momenty magiczne, chwilami wręcz pierwotnie dzikie. Oczywiście nie zabrakło takich szlagierów jak &#8220;<strong>Firestarter</strong>&#8221; (zajebisty efekt na micu miał Flint – pisk jakiego w życiu nie słyszałem), &#8220;<strong>Voodoo People</strong>&#8221; i chyba najbardziej zaskakujący, hip-hopowy &#8220;<strong>Diesel Power</strong>&#8220;, w którym to z kolei Maxim dał krótki popis swojego flow. Nie mogę nie wspomnieć o &#8220;<strong>Smack My Bitch Up</strong>&#8220;, największy hicior zespołu usłyszeliśmy tuż przed bisami. W przypadku tego kawałka można było mówić już zbiorowym odlocie, czy też istnej ekstazie – motyw z kucaniem wyszedł nieziemsko, o wiele lepiej niż na gdyńskim festiwalu.<br />
Na bisach poza wspomnianym &#8220;Take Me To The Hospital&#8221;, usłyszeliśmy już niemalże 20-letnie &#8220;<strong>Out of Space</strong>&#8220;, z debiutu <strong>Experience</strong>, które rzecz jasna wprowadziło choć na chwilę atmosferę z kolorowego i narkotycznego okresu grupy, oraz zagrane na sam koniec &#8220;<strong>Their Law</strong>&#8220;. Kawałek kultowy w wielu kręgach, zwłaszcza wśród starszych fanów kapeli, oparty na świetnym ciężkim riffie z szybkimi łamanymi beatami, jako kończący koncert sprawdził się idealnie.<br />
Koncert nie był długi, jak dla mnie w sam raz, bo nie wiem co by się działo gdyby panowie postanowili pociągnąć trochę dłużej w takiej atmosferze. Omdlenia, zasłabnięcia &#8211; tak to by pewnie wyglądało. Ja sam, choć chudy, wypociłem kilka litrów. Wyglądałem tak, jakby ktoś wylał na mnie kubeł wody.<br />
Podczas powrotu na dworzec vanem pełnym fanów, usłyszeć można było marudzenie odnośnie kwestii estetycznych koncertu, że ani Keith ani Maxim nie zeszli do fanów pod barierki. Na upartego mogło by się wydawać, że Flint akurat tego wieczoru nie był w stu procentowej formie (wyjątkowo mało biegał po scenie), ale takie &#8220;Firestarter&#8221; które w wersji albumowej średnio lubię, tu na Torwarze właśnie dzięki charyzmie tego Brytyjczyka, totalnie pozamiatało.<br />
Osobiście śmiało i bez bicia mogę powiedzieć, że był to najlepszy koncert na jakim byłem. Może nie jako show, ale właśnie jako koncert muzyczny, impreza na której bez problemów można było popuścić wodze, uskutecznić swoiste „<em>out of space</em>”.</p>
<p>Na koniec trochę prywaty, pozdrowienia dla Tymoteusza oraz Dominiki i Bartka.</p>
<p>Galeria zdjęć z koncertu <a title="www.musicnews.pl" href="http://musicnews.pl/galerie,the-prodigy-warszawa-22052010,48.html">http://musicnews.pl/galerie,the-prodigy-warszawa-22052010,48.html</a></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/05/26/relacja-z-koncertu-the-prodigy-%e2%80%93-torwar-warszawa-22-05-2010/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dax Riggs &#8211; We Sing of Only Blood or Love</title>
		<link>http://www.winyl.info/2010/05/24/dax-riggs-we-sing-of-only-blood-and-love/</link>
		<comments>http://www.winyl.info/2010/05/24/dax-riggs-we-sing-of-only-blood-and-love/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 May 2010 08:49:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>MastaBanana</dc:creator>
				<category><![CDATA[blues]]></category>
		<category><![CDATA[rock]]></category>
		<category><![CDATA[blues rock]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.winyl.info/?p=2212</guid>
		<description><![CDATA[Recenzja autorstwa Fifth Horsemana &#8211; użytkownika naszego forum.
 
Dax Riggs to muzyk znany głównie z Acid Bath, w którym udzielał się w latach 1991-1997, oraz z Agents of Oblivion, którego liderem był od 1997 do 2000r., w którym to roku wydali swoją pierwszą i ostatnią zarazem płytę. Na dość krótko po wydaniu debiutu Agents of [...]

<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>

Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Recenzja autorstwa <strong>Fifth Horsemana</strong> &#8211; użytkownika naszego <strong><a href="http://www.winyl.info/forum/">forum</a></strong>.</p>
<p style="text-align: left;"><span style="font-size: 24px;"> </span></p>
<p><img class="alignright size-full wp-image-2094" title="5893-the-milk-eyed-mender" src="http://www.winyl.info/wp-content/uploads/2010/05/We+Sing+Of+Only+Blood+Or+Love.jpeg" alt="" width="200" height="200" /><strong><span style="font-size: 24px;">D</span></strong><strong>ax Riggs</strong> to muzyk znany głównie z <strong>Acid Bath</strong>, w którym udzielał się w latach 1991-1997, oraz z <strong>Agents of Oblivion</strong>, którego liderem był od 1997 do 2000r., w którym to roku wydali swoją pierwszą i ostatnią zarazem płytę. Na dość krótko po wydaniu debiutu Agents of Oblivion, zespół się rozpadł, a Riggs założył alternative/indie rockową grupę <strong>Deadboy and The Elephantmen</strong>.</p>
<p><span id="more-2212"></span></p>
<p>Nikt by się tego nie spodziewał po muzyku, który przez niemalże całe lata &#8216;90 szalał na scenie z zespołem takiego kalibru jak Acid Bath. Udzielając się w AB obok krzyków, jęków, opętańczych wrzasków czy innych agresywnych rodzajów śpiewu, Dax operował również doskonałym czystym głosem, który znakomicie sprawdzał się w spokojniejszych utworach oraz świetnie kontrastował ze sludge metalowymi partiami wokalu.<br />
Projekt Deadboy and The Elephantmen wyszedł mu całkiem nieźle, jednak na prawdziwy przysmak, pierwszy od 2000r. (kiedy to wydana została płyta Agents of Oblivion) przyszło nam czekać aż do 2007r., kiedy Riggs rozwiązał alternative rockowy projekt i zabrał się za wydanie swojej pierwszej solowej płyty zatytułowanej &#8220;<strong>We Sing of Only Blood or Love</strong>&#8220;.</p>
<p>Na solowym albumie, muzyk zaprezentował nam się ponownie od zupełnie innej strony.<br />
Warto napomknąć, że Dax gra tu również na gitarze, tak samo jak miało to miejsce w Deadboy and The Elephantmen. Na albumie &#8220;We Sing of Only Blood or Love&#8221; dominuje blues rock, ale zagrany tak, że nie mieści się to raczej w standardowych ramach tego gatunku, a ukazuje go w nieco inny sposób, za co artyście bezapelacyjnie należy się spory plus.</p>
<p>Chwilami wydaje się, że wszystkie instrumenty robią jedynie tło dla głosu Riggsa. Jednym to przeszkadza, drudzy to chwalą, a ja znajduję się po środku, ponieważ pomimo, że średnia długość utworów oscyluje pomiędzy 2:00 a 2:30, to czasami ma się wrażenie, że jeden powtarzający się motyw nam nie wystarcza i chcielibyśmy usłyszeć bardziej urozmaiconą pracę instrumentów.</p>
<p>Utwory znajdujące się na płycie są naprawdę lekkie, przyjemne i łatwo wchodzą do głowy, głównie ze względu na doskonały wokal. Jeśli ktoś szuka tu jakichś majstersztyków i niezwykłych wygibasów, to na pewno się zawiedzie, ponieważ są to po prostu przyjemne kawałki, do których możemy sobie ponucić, albo podśpiewywać. &#8220;<em>Nic nadzwyczajnego</em>&#8220;, bądź &#8220;<em>kolejne smuty</em>&#8221; powiedzą niektórzy. Otóż nie. Mimo, iż na pozór faktycznie nie jest to nic nadzwyczajnego, a jeśli komuś nie odpowiada wokal Riggsa, to już w ogóle zdaje się to być wielką klapą, to płyta z każdym przesłuchaniem bardziej się podoba i zaczyna przyciągać jak magnes.<br />
Bardzo możliwe, że dzieje się tak ponieważ emocje, które są zawarte na tym albumie wciąż się przeplatają oraz dlatego, że są bardzo prawdziwe.</p>
<p>Na uwagę zasługują też niewątpliwie teksty. Dax Riggs porusza (jak zawsze zresztą) ciekawe tematy. Nie śpiewa o dupie Maryni, ani o Kotku Filemonie. Nie uświadczymy tutaj oczywiście takich ekstremalnych tekstów jakie znajdowały się na obydwu płytach Acid Bath, lecz są one naprawdę godne, aby przysiąść na chwilę i skupić się tylko na nich.</p>
<p>Podsumowując: Kto szuka tu czegoś więcej niż ładnych i przyjemnych piosenek, ten się zawiedzie. Myślę, że każdemu fanowi Acid Bath, bądź Agents of Oblivion się powinno spodobać, chociaż tak jak i ja nie wystawi temu albumowi najwyższej z możliwych noty.</p>
<p><span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p style="text-align: center;"><strong><span style="font-size: 30px;">Ocena: 8+/10</span></strong></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: 30px;"> </span></p>
<p><span style="font-size: 30px;"> </span><br />
<span style="display: block; margin-bottom: 25px;"> </span></p>
<hr />
<ol>
<li><strong>&#8220;Demon Tied to a Chair in My Brain&#8221; &#8211; 2:13</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=2l17j7DYzug">I Didn&#8217;t Know Yet What I&#8217;d Know When I Was Bleedin&#8217;</a>&#8221; &#8211; 2:39</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Yb2-VvF_aJI&amp;feature=related">Night is the Notion</a>&#8221; &#8211; 2:38</strong></li>
<li><strong>&#8220;Radiation Blues&#8221; &#8211; 2:32</strong></li>
<li><strong>&#8220;The Terrors of Nightlife&#8221; &#8211; 2:36</strong></li>
<li><strong>&#8220;A Spinning Song&#8221; &#8211; 2:19</strong></li>
<li><strong>&#8220;Truth in the Dark&#8221; &#8211; 2:40</strong></li>
<li><strong>&#8220;Ouroboros&#8221; &#8211; 1:40</strong></li>
<li><strong>&#8220;<a href="http://www.youtube.com/watch?v=nVlmpvGRdkQ">Living is Suicide</a>&#8221; &#8211; 1:55</strong></li>
<li><strong>&#8220;Forgot I Was Alive&#8221; &#8211; 2:22</strong></li>
<li><strong>&#8220;Ghost Movement&#8221; &#8211; 2:52</strong></li>
<li><strong>&#8220;Dog-Headed Whore&#8221; &#8211; 2:07</strong></li>
<li><strong>&#8220;The Wall of Death&#8221; &#8211; 2:32</strong></li>
<li><strong>&#8220;Scarlett of Heaven Nor Hell&#8221; &#8211; 1:41</strong></li>
<li><strong>&#8220;Dethbryte&#8221; &#8211; 2:20</strong></li>
</ol>
<p><strong>Całość: 35:06</strong></p>
<p><strong>Premiera: 21 sierpnia, 2007</strong></p>


<h2>Nie znaleziono podobnych wpisów</h2>
<p>Powiązane wpisy wygenerowane przez <a href='http://mitcho.com/code/yarpp/'>wtyczkę Yet Another Related Posts</a>.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.winyl.info/2010/05/24/dax-riggs-we-sing-of-only-blood-and-love/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
